wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 27

"Bałwanie! Gargamelu! Sauronie! "

Delly i Ell byli w drodze na lotnisko.
- Słuchaj! Ja lecę pilnować Rocky'ego, a ty zostajesz tu i masz oko na nasze słodkie parki ok? - dopytywała się Rydel po raz setny.
- A nie możesz po prostu zostać ze mną? Rocky nie ma 5 lat... - jęczał brunet.
- Po tym co zrobił z Marie nie chce ryzykować.. - blondynka gwałtownie wcisnęła hamulec, stając na czerwonym świetle.
- Może lepiej ja popro...
- Nie! Nie denerwuj mnie! Zraz będziemy na miejscu...
- Ale z drugiej strony to Van i Rik są tutaj, więc po co... A nie.. Nieważne..
- No co?
- Nic.. - brunet szybko odwrócił głowę. Delly westchnęła i ruszyła dalej.
Po 15 minutach dotarli na lotnisko.
- Do zobaczenia w domu.. - Rydel czule pocałowała Elingtona.
- Jesteś pewna, że chcesz lecieć?
- Tak! Muszę już iść. Kocham cię! - blondynka pobiegła w swoja stronę, posyłając ukochanemu ostatni uśmiech.
- Kocham cię... - wymamrotał Ell, po czym wolno obrócił się i podążył w stronę wyjścia. Gdy przechodził na drugą stronę ulicy cudem uniknął śmierci pod kołami taksówki. Wściekły kierowca wyszedł i zaczął przeklinać chłopaka na wszystkie możliwe sposoby. Ellington z nieobecną miną wpatrywał się w gościa. Nagle jego wzrok się ożywił.
- ...idioto! Jesteś... - kierowca nie zamierzał tak szybko kończyć swojego wykładu.
- Ty idioto! Ty debilu! Bałwanie! Gargamelu! Sauronie! Baranie! Własnymi rękami cię uduszę!!! - zaczął się wydzierać Ell.
- Co? - taksówkarz spojrzał zdziwiony na bruneta.
- Oj.. nie ty.. - machnął na niego ręką i podszedł do Rocky'ego z mordem w oczach. - Ty...
- Tak.. - mruknął Rocky. - Ciebie też miło zobaczyć...
- Ty... - Ell chwycił Rocky'ego za koszule. - Ona. Tam. Jechała. Do. Ciebie. A ty. TU!!!! Idioto!!! - Vicky wyszła z taksówki i próbowała rozdzielić chłopaków.
- Ell! Puść go!
- Spokojnie skarbie... - uspokoił ją Rocky. - A co do ciebie... - wskazał na swojego oprawcę. - Chciałem lecieć do domu już wczoraj i pisałem o tym z Vicky. Rano jeszcze raz prosiłem Delly, ale ona się nie zgodziła, więc trudno. Gdy przyjechałem na lotnisko Vicky już na mnie czekała. To się nazywa niespodzianka.. - Ellington nie wypuszczał koszuli bruneta z ręki. Miał kamienny wyraz twarzy.
- Em.. Ellington? - zapytała cicho Victoria. - Czy coś się stało? - dziewczyna położyła mu rękę na ramieniu.
- Pani wybaczy.. - powiedział Ell i delikatnie strząsnął rękę blondynki. Po czym dał Rocky'emu z liścia. Brunet zatoczył się do tyłu, a jego dziewczyna krzyknęła.
- Za co? - wydyszał Rocky, masując policzek. Ell groźnie na niego spojrzał. - A tak.. Nieważne..
- Teraz posłuchaj.. - zaczął Ratliff. - Dasz mi swój bilet, pojedziesz do hotelu, wyjaśnisz wszystkim wszystko. Dzień w dzień będziesz chodził za Ross'em jak jego cień. Będziesz pilnował, żeby ta.. Maia... się do niego nie zbliżała. Najlepiej, żebyś zraził Blondaska do niej. Zrozumiano?!
- No dobra.... - brunet kiwnął głową. Na twarzy Ell'a zagościł szeroki uśmiech.
- Bilet proszę.. - wyciągnął rękę. Rocky wyjął z kieszeni bilet i wręczył go przyjacielowi.
- To do zobaczenia! - Ell uściskał Vicky na pożegnanie i w podskokach przebiegł na drugą stronę ulicy.
- To było dziwne.... - odezwał się kierowca, a Rocky i Vicky przypomnieli sobie o jego istnieniu. - To co? Do hotelu? - para kiwnęła głową i po pół godziny byli już w hotelu.

***

- Czyli... - podsumował Riker, siedzący na kanapie razem z Van, Rocky'm i Vicky. - Ell leci do domu do Rydel, Rydel lecia do ciebie, a ty chciałeś lecieć do Vicky, w międzyczaasie Vicky postanowiła przylecieć do ciebie? Skończyło się na tym, że ty i Victoria jesteście tu, a Ell i Delly w drodze do L.A?
 - Mniej więcej.. - kiwnęła głową Vicky.
- To co? - zapytał ożywiony Rik. - Balanga?!
- Jaka balanga?! - powstrzymała go Van. - Delly nie ma co oznacza, że ja przejmuje dowodzenie. Cisza nocna o 22:00. Zakaz wychodzenia z pokoju przed 7:00. A spróbujcie mi się nie dostosować to wam jesień średniowiecza urządzę jasne?!
- Emm mnie to też się tyczy? - zapytała Vicky.
- Oczywiście, że nie.. - uśmiechnęła się łagodnie Ness. - To się tyczy tylko tych  brykających bez sensu małpiszonów...
- Ej! - zaprotestował Rocky. - To nie fair!
- Życie ogólnie jest nie fair.. - mrugnęła do niego Vicky.
- Zapowiada się ciężkie półtorej tygodnia.. - mruknął Riker.
- Delly!! - zawołał zrozpaczony Rocky.

A więc... jakoś.. nie wiem jak... sklekotałam dla was ten rozdział. Z przykrością stwierdzam, że nie mam zielonego pojęcia kiedy następna notka. Dobra wiadomość jest taka, że niedłgo pojawi się nowy szablon z szabloniarni, której button macie powyżej (z prawej) ;) Do zobaczenia! ;*


CZYTASZ=KOMENTUJESZ ;)

piątek, 16 stycznia 2015

Przepraszam....

Od tygodnia nie mam weny ani czasu. Sprawdzian po sprawdzianie i nie ma kiedy odetchnąć. Bardzo przepraszam, ale zawieszam bloga. Najprawdopodobniej do ferii, możliwe że wrócę jeszcze później. Jeszcze raz przepraszam :*

środa, 14 stycznia 2015

:'(

Bardzo, bardzo, ale to bardzo, bardzo Was przepraszam. Rozdziału nie będzie. Cierpię na brak weny, do tego jeszcze nawał sprawdzianów. Dziś WOS i matma z całego półrocza, jutro angielski... Tak bardzo mocno Was przepraszam.... Mam nadzieje, że do soboty coś wymyślę. Wybaczcie :*

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 26

- Ross'y... - Laura budziła swojego chłopaka, głaszcząc go po policzku. Blondyn ani drgnął. Śniło mu się, że to on jest Stanley'em i wygrał konkurs na najładniejszą walizkę. - Ross'y... Ross!
- Nie... - mruknął przez sen.
- Mam pomysł! - do pokoju wszedł uśmiechnięty Riker, z bitą śmietaną w ręku.
- Rik.. - jęknęła brunetka. - On ma się obudzić, a nie ubabrać w śmietanie..
- Spokojnie. Zufaj mi.
- Wolę nie.. - dodała cicho.
- Coś mówiłaś? - brew blondyna powędrowała do góry.
- Nie... - machnęła ręką i odsunęła się od łóżka. Rik przystąpił do działania. Na rękę Blondaska nałożył pożądną dawkę śmietany. Wyjął piórko z kieszeni i leciutko pomachał mu przed nosem. Ręka Ross'a natychmiast powędrowała do nosa, a Riker dostał napadu śmiechu.
- Stary numer... - odezwała się Laura. Ross ocucił się.
- Riker nie żyjesz! - krzyknął, gdy tylko zobaczył co jest grane.
- Lepiej spójrz na godzinę! - rzucił Rik i wybiegł z pokoju.
- No hej kotku. - Ross uśmiechnął  się do Lau.
- Weź tak serio spójrz na godzinę.. - zachęciła brunetka. - Jest 9;15. O 10:00 masz zdjęcia. Nie zdążysz.
- A skąd ta pewność? - zapytał drapiąc się po głowie.
 -Bo mycie włosów i nakładanie odżywki zajmuje ci 35 minut. Dolicz ubranie się i dojazd.
- Aaa!!! - blondyn pisnął cienkim głosikiem i poleciał do łazienki. Tymczasem zadowolona z siebie Marano skoczyła na łóżko i włączyła telewizor.

***

- Delluś proszę! - Rocky od samego rana prosił siostrę, aby pozwoliła pojechać mu do domu.
- Nie!
- Ale Delly!
- Nie!
- No weź!
- Nie!
- Ale czemu?
- Już ci mówiłam! Nie zostawie tu Ross'a i Laury samych! Rozumiesz?
- Ale oni są dorośli..
- Ona może i jest, ale co do naszego drogiego braciszka mam wątpliwości..
- Ale ja tęsknie za Vicky..
- Rocky przepraszam, ale musicie się zadowolić sobą przez telefon. - odpowiedziała, wchodząc do pokoju. - To moje ostatnie słowo.. - dodała zatrzaskujac drzwi.
- To moje ostatnie słowo pfe pfe pfe... - brunet zaczął przedrzeźniać siostrę. Drzwi znienacka sie otworzyły. "Wyjrzała" zza nich tylko ręka Rydel, która pacnęła porządnie głowę Rocky'ego, po czym drzwi znów się zamknęły.
- Auć! - syknął brunet. Wytknął język na drewnianą płytę i poczłapał do siebie.
Rydel postanowiła coś poczytać. Zaczęła grzebać w swojej torbie. Była pewna, że spakowała Władcę Pierścieni. Usłyszała, że ktoś otwiera drzwi.
- Nie! - wrzasnęła.
- Mam sobie pójść? - dziewczyna gwałtownie się odwróciła. Nie był to głos Rocky'ego.
- A Ell... To ty..
- A myślałaś, że kto?
- Rocky. Chce już wracać.
- To czemu nie wróci?
- Zwariowałeś? Nie puszczę go samego! Nie chcę zostać ciotką! Jestem jeszcze za młoda..
- To wyślij z nim Rik'a.
- Van będzie chciała jechać z nim.. Już nie mowie o rozdzieleniu Raury.. A właśnie! Nie miałeś ty przypadkiem Ross'a pilnować?
- Laura dzisiaj z nim jechała..
- Aaaa... Masz jakieś plany? - zapytała uwodzicielsko.
- Nie... - odpowiedział obejmując dziewczynę w talii.
- To pomóż mi szukać trylogii! - poklepała go po policzku i wróciła do poszukiwań.
- Pfff... Liczyłem na coś innego.. - mruknął.
- Mam! - wrzasnęła Rydel. Rzuciła się na łóżko i zaczęła czytać.
Ellington stał nad ukochaną z założonymi rękami.
- Ekhm... - odchrząknął. Blondynka nie zwróciła na niego uwagi.
- Ekhm... - dalej nic.
- Ekhm.. Ekhm... - zirytowana dziewczyna podniosła wzrok na bruneta.
- Nie przeszkadzam? - zapytał.
- Przeszkadzasz. - przytaknęła.
- Miałaś powiedzieć: nie skarbie! Ty mi nigdy nie przeszkadzasz!
- Pozwól, że trochę to zmienię. Tak kochanie. Niestety mi przeszkadzasz.
- Kłamczysz.. - uśmiechnął się i położył obok Delly. Dziewczyna  wróciła do książki.Jednak coś, a raczej ktoś nie pozwalał jej się skupić.
- Ell! - wrzasnęła. - Wiercisz się jak małpa z motorkiem w tyłku!
- Oj, przepraszam.. - uśmiechnął się szeroko. Delly wpatrywała się w niego zabijającym wzrokiem. Brunet podniósł się i zaczął całować blondynkę. Do pokoju wtargnął Riker z Vanessą.
- Przestańcie się miziać! - zażądała dziewczyna.
- Rocky zniknął! - wydusił z siebie Rik. - Zabrał swoje rzeczy i zostawił kartkę. Wraca do domu, do Vicky.
 - Idiota! - krzyknęła Delly. - Złaź ze mnie wielbłądzie! - zrzuciła z siebie Ell'a.
- Co za małpa z niego.. - syknął brunet lądując w połowie na ziemi. - Już on mi za to zapłaci...

środa, 7 stycznia 2015

Rozdział 25

- Co cię tak zamurowało skarbie? - Maia nie przestawała się uśmiechać. Ell nie był w stanie wydusić z siebie słowa.
- Maia.. Co u ciebie? - zapytała Delly, nie do końca świadoma tego co się dzieje. Wiedziała doskonale, co Maia zrobiła bratu Ell'a, i wiedziała również, że dziewczyna gra z Ross'em w filmie.
- OH.. Dzięki za troskę Dells...
- Nie mów tak do niej.. - syknął Ellington.
- Co proszę? - Maia spojrzała na chłopaka.
- Nie mów tak do niej. Dells mówią tylko najbliżsi przyjaciele, rodzina i ja. Dotarło?
- Ależ my już niedługo będziemy rodziną.
- Co proszę? - do rozmowy dołączył się Riker, który dotychczas siedział z Vanessą i przypatrywał się wszystkiemu.
- Nowy York skarbie. Twój młodszy braciszek Ryland. Jesteśmy parą. Gdy zakończą się zdjęcia wracam na tydzień do N.Y. A potem witaj L.A.! Razem z RyRy'm  wynajmujemy mieszkanie niedaleko was... Także... Bede u was częstym gościem... -- Laura i Ross po skończonym tańcu wrócili do stolika. Ross,  choć wyraźnie zdziwiony uśmiechnął się na widok Mai. Laura także nie miała nic przeciwko niej. Gdy większość rozmawiała swobodnie Ell wysyłał do Ross'a ostrzegawcze spojrzenia. Skończyło się na tym, że Blondasek nie rozmawiał z Maią, i razem z Lau siedział jak najdalej od niej, tłumacząc się smrodem, dochodzącym z sąsiedniego stolika . Rydel wyczuła, że Ell był nieco spięty. Postanowiła go rozluźnić.
- Ch9ć zatańczymy! - szepnęła mu na ucho.
- Ale ja nie umiem...
- Nie marudź.. - dziewczyna pociągnęła go za rękę i zaprowadziła na środek parkietu. Rydel poczuła się jak królowa. Nikt nie mógł jej dorównać. Tańczyła zwinnie i z gracją. Ellington przy niej to taki delikatnie mówiąc.. kogut z dwiema lewym i nogami. Gdy oboje byli już naprawdę zmęczeni kołysali się, ignorując wszystkich innych. Śmiali się, szeptali czułe słówka, całowali. Mogli przytulać się bez końca. Oczywiście to jakże urocze szczęście zostało zmącone.
- EJ ptaszki!  - usłyszeli Rocky'ego przedzierając ego się przez tłum. - Zbierany się. Postanowiliśmy pójść do nas na film.
- Juz idziemy... - odparł Ellington. - Czekaj! Maia też idzie?
- Co ty do niej masz człowieku? Nie, nie idzie. Jutro.. właściwie to już dziś musi wcześniej wstać.
- No to chodźmy.
- Nogi mnie bolą.- jęknęła blondynka.Ellington zaśmiał sie.
- A ja myślę, że za dużo wypiłas... - zasugerował.
- Wykluczone! - upierała sie przy swoim.
- Ja bym też obstawiał alkohol.. - mruknął Rocky. Natychmiast poczuł na sobie spojrzenie siostry i pobiegł do reszty.
- Dobrze, już dobrze.. - westchnął Ell i wziął ukochaną na ręce.
- Nie! Zostaw! - sprzeciwiała się Delly. - Pijany jesteś!
- Ty bardziej!
- Przewrócimy się!
- Trudno. - po chwili cała paczka szła już ulicą. Byli w wyśmienitych nastrojach.  Może za wyjątkiem Rocky'ego, który zamiast do Vicky, przytulał się do pomarańczy.  Byli już całkiem blisko domu. Ell opadał z sił. Nagle stracił równowagę i upadł razem z Delly na trawnik sąsiadki. Pech chciał, że wylądowali akurat w kałuży błota.
- Zabije! - wrzasnęła Delly.
- I tak już jestem trupem.. - westchnął Ell i zaczął całować dziewczynę.
- To wy se tu zostańcie, a my ten. - Ross wskazał na dom. Wszyscy poszli zostawiając Rydel i Ell'a w kałuży.
- No dobra, skarbie. Tym razem przeżyjesz. - uśmiechnęła się Delly.
- Dziękuje, o pani!
- Znaj łaskę pana. - położyli się obok siebie, wpatrując się w tysiące gwiazd.
- Wiesz co? - zagadnęła Delly.
- Hm?
- Jeśli kiedyś nie będziesz wiedział co kupić mi na urodziny, to po prostu nazwij jakąś gwiazdę..
- No jak?
- No..
- No. ?
- Rydellington.
- Nie zapomnę. - zapewnił brunet i znów zatopił swoje wargi w ustach blondynki.

Nie wiem co mi się stało, że zaczęłam pisać o gwiazdach i błocie. Musicie mi to wybaczyć... :)

wtorek, 6 stycznia 2015

LBA

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Za nominacje bardzo dziękuję Ani i Karolinie z tego cudownego bloga:
 http://lithium-bad.blogspot.com/
oraz Ali W. z tego cudownego bloga:   


Pytania od Ani i Karoliny:

1.Jest taki człowiek,którego podziwiasz?
Hm... Ben Barnes
2.Wyobraź sobie, że jesteś owocem. Jakiego smaku i koloru sok można z Ciebie wycisnąć?
Czarny, gorzki 
3.Czy zgadzasz się z twierdzeniem, że "czas leczy rany"?
Zależy w jakiej sytuacji...
4.Masz jakiś nietypowy talent?
Liczy się wkurzanie przyjaciółki? Nie... chyba nie jest aż taki nietypowy. No to nie mam :D
5.Czy jest taka piosenka, której tekst wydaje się napisany dokładnie o tobie?
Nie.
6.Gdybyś mogła wybierać, to w jakiej książce chciałabyś żyć?
Trudne pytanie! Jest ich tak dużo, ale tak najbardziej to Zmierzch(oczywiście jako wampir ;) ), a potem oczywiście Władca Pierścieni  ( kocham elfy <3 )
7.Odwlekasz rzeczy na później, czy starasz się załatwiać wszystko od razu?
Jestem baardzo leniwa, jeśli chodzi o naukę to zazwyczaj na później.. ale jeśli o czytanie książki to od razu ;)
8.Jak postrzegasz zachowanie dzisiejszej młodzieży?
Pfff... Czy ja wiem? Są tacy, którzy chcą się przypodobać się innym przez alkohol, czy papierosy.. To dla mnie dziecinada, ale są też tacy którzy są sobą i się z tym nie ukrywają..
9.Jak ważne jest dla Ciebie prowadzenie bloga?
Bardzo ważne! Kiedy jestem wściekła najlepiej odstresuję się pisząc. 
10.Wolisz być w towarzystwie wielu osób czy może w małym gronie?
W taki małym, zaufanym gronie. 
11.Lubisz czytać?Jeśli tak, to książki jakiego gatunku?
 Przede wszystkim książki o wampirach, fantasy, czasem kryminały.

Pytania od Ali W.:
 1. Wyobrażasz sobie świat bez muzyki?
Nie! Zbrodnia!
2. Dlaczego zaczęłaś bloggować?
Pomysły rozsadzały mi głowę, dzięki tobie.
3. Kto jest najważniejszą osobą w twoim życiu?
Tylko jedna? To hamskie.. Powiem ogólnie: rodzina :3, przyjaciółka
4. Gdybyś mogła zmienić trzy rzeczy we współczesnym świecie, co by to było?
Wredni ludzie, którzy myślą, że są pępkiem swiata, na świecie dreptałyby istoty nadnaturalne,  szkoła= 6 miesięcy
5. Czy jest jakaś rzecz, którą chciałabyś zrobić, ale się boisz?
Pfff powiedzieć pewnej nauczycielce, że jest wredną małpą.
6. Prowadzisz pamiętnik?
Niue
7. Ulubiona pora roku?
Mam dwie: lato - bo mam wtedy urodziny, zima - święta!
8. Ulubione kwiaty?
A mam? Róże.





Blogi, które ja nominuję:


A oto pytania:
1. Opisz siebie w jednym zdaniu.
2. Najładniejsze imię męskie?
3. Ulubiony zespół?
4. Ulubiona książka? 5. Ulubiona postać z książki, filmu?
 6. Jak długo tworzysz z bloggerem? 7. Co cię skłoniło do założenia bloga?
8. Czego słuchasz?
9. Gdybyś mogła się nazywać inaczej, jakie by to imie było?
10. Jeśli miałabyś wybór, jaką istotą nadnaturalną chciałabyś być?
11. Grasz w gry komputerowe? Jeśli tak, to jakie?
 

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 24

Rydel już od dwóch godzin siedziała na łóżku i rozmyślała jakby tu odbudować związek Laury i Ross'a. Nawet zakupy nie poprawiły jej humoru. Myślała, że chociaż to oderwie ją od tych wszystkich problemów, ale  na próżno. Podczas, gdy Lau i Van oglądały zakupione ciuchy, ona myślała i myślała i nic nie powymyślała. Do pokoju dziewczyn wtargnął Ell.
- Rydel gotowa? - zapytał z entuzjazmem. Miał jeszcze większy uśmiech niż Rocky, gdy zobaczy ciasteczka z czekoladą. Dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem w oczach.
- Co? - spytała. - Na co?
- O jeju.. Mieliśmy gdzieś razem iść.. Obiecałaś i już się nie wykręcisz...- Rydel nagle coś zaświtało.
- Wiem! - krzyknęła. - Skarbie! Jesteś geniuszem! - rzuciła się na zdezorientowanego bruneta.
- Co? No wiem, ale...
- Laura! Van! Zakładać te łachy na siebie! Idziemy na potrójną randkę!! - dziewczyny spojrzały na  nią, wzruszyły ramionami i pobiegły sie przebrać.
- Delly? Serio? - zapytał załamany brunet.
- Elluś... - blondynka z troską pogłaskała go po głowie i szybko wytarła rękę o koszulę chłopaka.
- No co? - zapytał.
- Masz tłuste włosy.. - szepnęła. - Ale mniejsza o to. Proszę, poświęć się trochę. Gdy tylko scalimy z powrotem Raurę pobędziemy trochę sami. Obiecuję!
- Trochę?
- Trochę więcej niż trochę.. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Tylko trochę więcej niż trochę??
- Oj no dobra.. Dużo więcej niż trochę.
- No i tak ma być. - szczęsliwy pocałował Rydel.
- Ej! Zakochańce! Przestańcie się miziać.. Idziemy czy nie? - przerwała im Laura, wychodząc z łazienki.
- Trzeba jeszcze pójść po chłopaków. - dodała Van.
- Oglądają "Kaczuszka Śmierdziuszka" w naszym pokoju. - odezwał się Ellington.
- Tą kaczkę z pampersem i żółwia z walizką? - zapytała Delly.
- To nie walizka, tylko portal do innego wymiaru! - sprostował brunet.
- Dobra chodźcie już.. - ponagliła Vanessa. We czwórkę udali się do pokoju, w którym oglądano kreskówki. Ross, Riker i Rocky pochylali się nad telewizorem. Pierwsza odezwała się Laura,a przynajmniej taki miała zamiar:
- Co wy t..
- Cicho! - uciszył ją Rik.
- Ale...
- Ćśśś! - dodał Ross. Rydel postanowiła podjąć radykalne środki. Wzięła do ręki pilot, leżący na łóżku i wyłączyła telewizor.
- Nie!!!! - wszyscy trzej upadli na kolana i  zaczęli wydzierać się wniebogłosy.
- Spokojnie... - zaczęła uciszać ich Vanessa. - Zbierać się! Idziemy na potrójną randkę. - cała trójka gwałtownie wstała.
- A nie poczwórną? - zapytał Ross.
- A widzisz tu Vicky? - spytała z ironią Van.
- Czyli Rocky zostaje?
- Rocky może iść z nami...
- Nie dzięki. - odpowiedział Rocky. - Wolę "Kaczuszka Śmierdziuszka".
- Okej...
- Tylko czemu ta zła kobieta... - tu wskazał na Delly. - Wyłączyła mi go?! Niszczysz mi życie! Precz duszo nieczysta!!!!
- Hej, hej, hej... Rocky wyluzuj.. - odezwał się Ell.
- Wyluzuj?! Wyluzuj?! - wrzasnął brunet. - Nie rozumiesz? Właśnie miało okazać się czy Stanley wróci z powrotem do swojego wymiaru! Rozumiesz?!
- Tak Rockusiu... Rozumiem. - odpowiedział Ell bardzo spokojnym i opanowanym tonem. - A teraz! Dupę w troki i idziemy do klubu!!! - dodał już znacznie głośniej. W końcu wszyscy wyruszyli. Rocky po rozkazach otrzymanych od Ellington'a odpuścił sobie Kaczuszka i  Stanleya i poszedł z przyjaciółmi, randkować z hamburgerem. Dotarli do klubu. Zamówili sobie jedzenie, wesoło rozmawiali, śmiali się. Rydel w końcu była spokojna. Ross i Laura przez cały czas siedzieli przytuleni do siebie, ukradkiem całując się. Szcżęsliwa odetchnęła z ulgą. Gdy Ross i Lau poszli potańczyć na ich miejsce usiadła pewna dziewczyna. Była nią Maia Mitchell.
- No hej. - przywitała się, mając na ustach ten swój jadowity uśmieszek.  Ellington zamarł.

środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 23

Pokoje hotelowe były już rozdzielone. Rydel, Van i Lau w jednym, Rocky i Ell w drugim, a Ross i Rik w trzecim. Ross musiał się stawić na planie o 9:00 rano więc trzeba było się wyspać. Rydel i Lau nie mogły zasnąć przez chrapanie Van.
- Lau? - zagadnęła blondynka.
- Tak?
- Co się dzieje z tobą i Ross'em?
- Nic, a co ma się dziać..
- Coś się psuje prawda?
- Nie! Wszystko jest dobrze..
- Sama nie wierzysz w to co mówisz.
- Spójrz na siebie i Ell'a! Biedak od kilku dni chodzi podminowany. A kochana Delluś nie ma czasu nawet się do niego uśmiechnąć.
- EJ! To nie tak.. Ja się do niego usmiecham, to on siedzi jak naburmuszony dwulatek. A w ogóle to nie odwracaj kota ogonem!
- Nie mam ochoty dziś gadac na takie tematy... Dobranoc. - i na tym rozmowa przyjaciółek się skończyła.
Nazajutrz wszyscy spotkali się w hotelowej restauracji. Dziewczyny postanowiły pójść na zakupy, Rik i Rocky chcieli pograć w kręgle. A Ell dostał bojowe zadanie od Delly :  Pilnowanie Ross'a.
Ell i Ross właśnie dotarli na miejsce. Gdy Blondasek z przyjacielem weszli na salę rozległy się oklaski.
- Oj nie... Przestańcie.. - zaczął Ell. - Tak, tak to ja... Ellington, perkusista R5, ale spokoj...
- ROSS! ROSS! WIWAT ROSS! - zaczął krzyczeć  tłum. Blondyn tylko się uśmiechał.
- EJ! - wrzasnął Ell. - To ci dopiero chamstwo!
- Witaj Ross! - wiwaty ucichły, a na przeciw chłopaków wyszedł laluś w srebrnym garniturku, z przyczesaną grzywką, fioletowo różowych jaskrawych butach i w... pomalowanych błyszczykiem ustach?? - Blondynku! Mła best przyjacielu! Wyglądasz magnifique!
- Cześć Brandon! - odrzekł z uśmiechem Ross.
- Byrandon... - poprawił go dziwny gość.
- A tak..
- A ten to kto? - wskazał palcem na Ell'a.
- Ellington Ratliff.
- Rellington Atlif powiadasz? Hmm nie znam tej face...
- Ellington Ratliff.. - poprawił lekko zirytowany brunet.
- Ah... Maddie! - zawołał laluś. Natychmiast zjawiła się obok niego mała brunetka o lekko chińskich oczkach. - Sprawdź w mojej kartotece kto to.. Jak?
- Ellington Ratliff.
- No.. Słyszałaś. - po chwili Maddie podała mu tablet. Zaczął coś czytać. - Nikt ważny.  A więc... Mój magnifique Ross... Do garderoby! A Rellington.. Siad pod ścianą i nie wykonuj any ruchów! - Ell wykonał polecenie i obserwował wszystko co się działo wokół niego.  Jacyś goście sprawdzali oświetlenie i zawieszali tła. Dziwnie ubrane kobiety rozmawiały ze sobą, i pokazywały cos w notesach. Ochroniarze obstawiali wszystkie  wyjścia, a dwóch mężczyzn w garniakach pełniło rolę goryli BYrandona. Wreszcie rozpoczęły się zdjęcia. Wpierw Ross z filmowym przyjacielem, a potem zawołano jakąś dziewczynę. Gdy Ellington ją zobaczył wstał i omal nie krzyknął.Dokładnie taką ją zapamiętał. Piękną, ale i wredną. Maia Mitchell.  Ta sama, która...
- Ej! Żyjesz? - Ross już dobrą chwilę stał przy brunecie i pstrykał mu palcami przed oczyma.
- Zabieraj łapy... - Ell w końcu się ocknął. - Co ona tu robi? - wskazał palcem na Maię, gadającą z BYrandonem.
- Przecież gra ze mną w filmie... Co ty? TBM nie oglądałeś?
- Nie oglądam filmów z tobą?
- A to czemu?
- Bo jeśli ty w nich występujesz to z góry wiem, że to kompletna klapa...
- Krytyk się znalazł.. pf...
- Magnifique? Gdzie jesteś?! - rozległ się krzyk lalusia.
- Ide... - Ross poszedł wdać się w porywającą rozmowę ze swoim ukochanym, stylowym (czyt. dziwnym, wieśniackim) szefem.
Rozpoczęły się zdjęcia. Ell dalej stał pod ścianą i gapił sie na Maię. Dziewczyna zauważyła to i w wolnej chwili do niego podeszła.
- No hej. - uśmiechnęła się. - Jak tam brat?
- A co cię to obchodzi? - odparł chłodno. - Ponoć nie spełnia twoich kryteriów.
- Nieco się zmieniły. Teraz blondyn, czekoladowe oczy, ładny uśmiech, bujna czupryna.... Kojarzysz gościa?
- Co ty podła małpo chcesz od Ross'a co?
- Wszystko! Chce jego i tylko jego. I nic mi nie stanie na przeszkodzie. Słyszlałam że znalazłeś sobie dziewczynę. Siostra Ross'a? Witam w rodzinie... - odeszła z podniesioną głową. W ciągu wszystkich przerw wdzięczyła się do blondyna. A Ell tylko stawał miedzy nimi. W drodze powrotnej postanowił poruszyć ten temat.
- Co jest miedzy tobą a Maia?
- Przyjaźnimy się. I tyle.
- Jak daleko sięga ta przyjaźń.
- Jest dla mnie jak siostra.
- A ty dla niej?
- Brat.
- Rozmawiałem z nią. Ona chce być z tobą Ross. Uważaj na nią.
- Jasne.. Cos źle zrozumiałeś.
- Słuchaj.. Ona nie jest.. Ona jest... Nie wiem jak ci to powiedzieć... Pamiętasz mojego brata Charles'a? On był kiedyś z Maią. Kochał ją na zabój, a ona zostawiła go po 3 miesiącach, bo uważała, że jego oczy nie są dostatecznie brązowe rozumiesz? Załamał się chłopak. Potrzebował psychiatry... Po pół roku wszystko prawie wróciło do normy. Wyjechał do cioci do Argentyny. I tam teraz jest jego dom.
- Nigdy mi o tym nie mówiłeś...
- A co ? Miałem wam rozpowiadać problemy sercowe i psychiczne własnego brata? Weź ty się zastanów..
- No tak.. Ale Maia się zmieniła. Jest wspaniałą przyjaciółką.
- Czy ty nie słyszysz?  Ona chce cie mieć tylko dla siebie. Powiedziała mi to.
 -Mhm.. Będę uważał. Zadowolony?
- Módl się aby do niczego miedzy wami nie doszło. Jestem lojalny wobec Rydel, a ona wobec Laury.
- To już przesada...
- A właśnie, że nie...

piątek, 26 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 22

Od ogłoszenia wyjazdu Ross'a minął tydzień. Przez cały ten czas Blondasek próbował odwieść Rydel od szalonego pomysłu. Delly była nieugięta. Widziała, że coś między Ross'em i Laurą zaczęło się psuć. Spędzali ze sobą coraz mniej czasu. Postanowiła rozkochać ich w sobie od nowa.
- Delly błagam! - Ross od rana chodził za siostrą i próbował ubłagać ją by zostawiła Rocky'ego i Riker'a w domu. - Skoro ty i Lau i tak ze mną jedziecie , to po co brać te małpy z nami?! Zlituj się..
- Ross stop! - blondynka gwałtownie się  odwróciła i podniosła rękę na wysokość nosa brata. - Mów do ręki... -  odwróciła się i zamknęła w łazience.
- FOCH! - krzyknął przez drzwi i usłyszał jak ktoś wchodzi.
- Siemanko! - Ellington trzasnął drzwiami. - Rydel! Skarbie jesteś?!
- Nie teraz! - odkrzyknęła blondynka. Ross tymczasem zszedł na dół. Omal nie potknął się o sterte walizek pokładanych w piramidki egipskie. Blondyn poszedł do kuchni i wrócił z bananem w reku. Zastał Ellingtona opierającego się o barierkę i nerwowo stukającego w kawałek poręczy.
- Masz jakieś tiki nerwowe? - zapytał gryząc kawałek owoca.
- Może...
- Trochę gorzki ten banan... - mruknął Blomdasek.
- Proponuje zdjąć skórę...
- AAA no tak... - wtargnął Rocky.
- Siemka gadziny! - przywitał się. - Mam dla was wiadomość.
- Dostałeś prace jako nadworny śmieciarz królowej Elżbiety i jedziesz do Londynu?! - zapytał Ross z nadzieją w głosie.
- Urodzą ci się bliźniaki? - dodał Rik schodząc po schodach.
- Nie i nie.. Ja i Vicky jesteśmy parą!!! - Wykrzyknął zadowolony. Ku jego zdumieniu na nikim nie zrobiło to większego wrażenia.
- Pfff tyle to ja wiem... - mruknął posępnie Ell.
- Skąd? - zapytał Rocky.
- Bo Delly trąbi o tym od tygodni! -krzyknął i poszedł do kuchni po coś do picia.
- A temu co? - spytał Rik. Bracia wzruszyli tylko ramionami i rozeszli się, każdy do siebie aby sprawdzić, czy zabrali ze sobą to co najważniejsze. Tymczasem Rydel skończyła pakować rzeczy z łazienki i zeszła do kuchni. Uśmiechnęla się do Ell'a, ale ten nie odwzajemnia gestu. Ślepo sączył sok pomarańczowy.
- Cos się stało? - zapytała Rydel, widząc minę swojego chłopaka.
- Ty mi powiedz...
- He?
-  Zajmujesz się wszystkimi, tylko nie nami. Martwisz się o związek Raury, nie zauważając tego że nasz się rozsypuje... Co się dzieje Rydel?
- Coś ci sie zdaje...
- Jasne... - blondynka nalała sobie mleka i poszła sprawdzić czy spakowała wszystkie niezbędne rzeczy. Brunet poszedł za nią. - Widzisz? Nawet nie mamy czasu porozmawiać?
- Przecież rozmawiamy...
- Wiesz, że nie o taką rozmowę mi chodzi.
- Oświeć mnie...
- Kiedy ostatnio byliśmy gdzieś razem?
- Tydzień temu... U Vicky.
- A we dwoje?
- We dwoje? Trzeba było mnie zaprosić.
- Próbowałem, ale ty ciągle nie masz czasu.
- Bzdury gadasz... - Delly widziała, ze Ell ma już gotową odpowiedź i szybko dodała: - Gdy tylko przylecimy do Australii, pójdziemy gdzieś. Co ty na to?
- Chce to zobaczyć...
- I zobaczysz! - Rydel uśmiechnęła się i pocałowała go. - A teraz przynieś tu swoje walizki. - brunet spełnił polecenie, po czym poszedł obejrzeć w telewizji Modę na sukces.
- Chwila... - mruknęła Rydel sama do siebie. - Gdzie jest Riker? Riker!!!!
- Nie drzyj się tak! - odpowiedział jej schodząc ze schodów. - Mam już pp dziurki w nosie tego, że tak mnie pilnujesz! Obiecałem? Obiecałem!
- I tak ci nie ufam. - powiedziała z uśmiechem.
- Witaj poczciwy narodzie! - do domu wtargnęły Lau i Van. - O Rikuś... Przyniesiesz moje walizki? - Blondyn nic nie mówiąc poszedł do samochodu.
- Moje też przyniesiesz? - krzyknęła za nim Laura.
- Nie!
- Pfff.. - westchnęła brunetka. - Gdzie ta moja paskuda?
- Paskuda? Bez przesady... - odpowiedziała Rydel.
- Oj dobra... Łosiu! Gdzie jesteś?!
- Tam, gdzie ciebie nie ma! - krzyknął głos z piętra.
- To nie było miłe!
- Łosiowanie też nie!
- Przepraszam?!
- To co chciałaś?!
- Żebyś moje walizki przyniósł... Proszę?
- No dobra... - powiedział i zbiegł na dół. Otworzył drzwi, a przed nim stała Marie. - Mam paralizator!
- Spokojnie małpo, nie będzie ci potrzebny. Chciałam tylko życzyć wam strasznej podróży i żeby samolot spadł prosto w paszczę wieloryba... - powiedziała i odeszła.
- I niech los ci nigdy nie sprzyja! - zawołał za nią Blondasek i poszedł po walizki. Po przeniesieniu ich dołączył do Ell'a.
Po 5 godzinach siedzieli już w samolocie. Rocky cały lot przesiedzuał tuląc sie do Delly i lamentując, pozostali chłopcy przespali podróż. Siostry Marano  uspokajały rodziców. Wreszcie dolecieli do celu.
- Australia!!

środa, 24 grudnia 2014

Dzwonią dzwonki u sań,
stół pełen wigilijnych dań,
pod obrusem sianko leży,
rodzina na Pasterkę bieży.
Będą wszyscy kolędować,
z narodzenia Pana się radować.
Kolędujmy i my wraz,
bo radosny nadszedł czas.
Wesołych Świąt :*

poniedziałek, 22 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 21

*Rozmowa telefoniczna *
- Rydel... Nie pytaj. Przyjeżdżaj! - błagał Riker.
- Z jakiej paki mam się za was wstydzić głąby?!
- Ross ma jakąś nerwice. Siedzi na krześle z podkulonymi nogami, ssie kciuka i krąży wzrokiem po całym posterunku.. Co prawda mają tu nawet ładną policjantkę. Ma czym oddychać...
- Uspokój sie tam! - blondyn usłyszał głos swojej dziewczyny.
- Ross! Ogarnij się! - Rik próbował zwalić winę na Ross'a. - Dells! Ja cie błagam! Zlituj się!
- Hmmm a co ja będę z tego miała?
- Satysfakcję? No dobra.. Fioletowe tutu...
- Już jadę skarbie! - krzyknęła i rozłączyła się. Riker usiadł z powrotem na przeciw policjantki, która jak to błyskotliwie wspomniał, ma czym oddychać.
- A więc. Zaczynamy.. - powiedziała po chwili. Imiona i nazwiska?
- Ross i Riker Lynch. - odpowiedział Rik.
- Oo. Widzę, że państwo już po ślubie? W Holandii był?
- Co? - Riker był całkiem zbity z tropu. - Jakim ślubie?? Nie ważne.. Bo wie pani moja dziewczyna i...
- Tworzycie trójkącik? Niemożliwe..  I jak to jest?
- Ale co?!
- No wiesz... Jakbyście chcieli kogoś do pary, to ja chętnie..
- Ty i my? Że w sensie? Że razem tego, tego? We czwórkę? - policjantka energicznie pokiwała głową, rozpinając guziczek swojej bluzki.
- A co ? - zapytała. - Nie nadaje się? - udała minę skrzywdzonego szczeniaczka. Riker mimowolnie pochylił się.
- Rik?! - w tej chwili blondyn usłyszał głos Vanessy. Szybko zgiął się pod stół, udając że coś podnosi. Już chciał coś powiedzieć, ale policjantka go uprzedziła.
- Oo to ty jesteś tą od trójkącika?! - zawołała. Van zatrzymała się gwałtownie i spojrzała na Rydel. Po chwili ocknęła się.
- Nie wiem, co oni jej nagadali, ale czekam na  zewnątrz... - powiedziała i wyszła.
- To se nagrabiliście... - zagroziła im blondynka.
- Ja już nic nie kumam... - mruknęła policjantka. - To w piątkę?
- Nie! - odpowiedziała szybko Rydel.
- No... Skoro nie to trzeba będzie spisać zeznania...
- Co ? - powtórzył Riker.
- Skoro nie chcecie się ze mną zabawić...
- Dobra czekaj! - poprosił blondyn. - A konkretnie to...
- No, skoro nie chcecie szyć ze mną nowych ubrań, to...
- Co robić? - Ross w końcu się ocknął
- Szyć ubrań.. - powtórzyła policjantka. Rydel wybuchła śmiechem. Tymczasem Riker spróbował udobruchać nową koleżankę.
- Dobra! - powiedział. - Zgadzam się, ale nie dziś. Zadzwonię do ciebie. Dobra? - po chwili namysłu kobieta zgodziła się. Zadowolone rodzeństwo wyszło z posterunku. Gdy byli już przy samochodzie Rydel znów podjęła rozmowę.
- Nawet nie wziąłeś od niej numeru..
- A mówią, że blondynki są głupie... -  wsiedli do auta, gdzie czekała już Ness. Całą drogę nie odzywała się do nikogo. Gdy dotarli na miejsce poszła do łazienki. Riker pobiegł za nią.
- Czego szczurze? - warknęła.
- O co chodzi?
- Posterunek. Pamiętasz? Ta policjantka.
- To takie.. Męskie hormony... - próbował się usprawiedliwić. - Ta kobieta mnie zaskoczyła. Ale... Wiem, że nie powinienem, bo moja dziewczyna jest najpiękniejszą kobietą na ziemi. - Van skoczyła na blondyna tak, że oboje wylądowali na ziemi. Na szczęście upadek zamortyzował puchaty dywan.
- Kocham cię.. - powiedziała cicho Van. Rik zaczął ją namiętnie całować. Błądził rękami po jej ciele, a dziewczyna uśmiechała się między pocałunkami. Lynch zupełnie zapomniał o grabiach, panu Marano, o tym co słuszne i zaczął rozpinać koszule szatynki. Wtem do łazienki wparowała wściekła Rydel.
- Riker Anthony Lynch! - wrzasnęła. - Złaź słoniu z mojej przyjaciółki i przestań ją rozbierać bo ci ten twój głupi łeb na mielonke przerobie! - Riker natychmiast wstał z szatynki, pomagając także jej. Blondynka wskazała palcem schody. Para powlokła się na dół. Usadowili się na kanapie. W salonie był jeszcze Ellington. Rydel weszła na chwilę do kuchni i wróciła z patelnią.
- No dobra.. - zaczęła stając przed nimi i energicznie wywijając swoją bronią. - Przysięgać mi tu, że to się już nigdy nie powtórzy!
- Ale tak... nigdy, nigdy? - zapytał Riker.
- Masz obrączkę na palcu ośle? A Van ma? No właśnie... Obiecałam rodzicom, że was przypilnuje i do ślubu nikt mi tu nie będzie... Jasne?! - dodała grożąc patelnią.
- Al... -zaczął Rik.
- Jasne?! - powtórzyła blondynka.
- Jasne. - przytaknęła wesoło Ness.
- No... I tak ma być! Ell!
- Ałć! Dell! Stoję tuż obok... - poinformował ją brunet.
- Przepraszam słonko! - powiedziała i pocałowała go na przeprosiny.  W tej samej chwili Laura zbiegła z góry. Była wyraźnie wkurzona.
- Ale Lauruś... - tuż za nią szedł Ross. Brunetka usiadła na kanapie.
- O co znów poszło? - zapytała Rydel.
- Nie ważne. - odpowiedziała Laura.- Pożyczysz patelnie?
- Sorrki, ale nie. Kupiłam ją wczoraj w Pepco. Jak rozumiesz nowiusia broń. Jeśli przywalisz nią Ross'owi istnieje ryzyko, że jego wszy na niej zostaną.
- Ah... No tak.
- To o co poszło? - zapytała Delly.
- A o to, że twój drogi brat wyjeżdża do Australii na dwa tygodnie i dopiero teraz mnie o tym poinformował.
- Że co?! - blondynka spojrzała na Blondaska.
- Za tydzień będziemy kręcić Teen Beach Move 3. Zdjęcia odbywają się w Australii.
- Dzieciaczki ! - wrzasnęła znów Dell. - Zbierać się! Jedziemy do Australii!!!

Tam tam.. i dramatyczne tam... Chociaż rozdział niezbyt się udał, to jest plus! Niedługo święta! :D

sobota, 20 grudnia 2014

Tak, wiem. Jestem złym człowiekiem, ale juz się tłumacze. Od środy brak weny. Chciałam chociaż dziś cos dla was wyskrobać, ale po pierwsze cały dzień byłam u cioci co = brak Neta, a po drugie nie mam weny. Kompletnie nic nie potrafię napisać. Postaram się cos przygotować na środę. Ale nic nie obiecuje. Jeszcze raz bardzo was przepraszam :(

środa, 17 grudnia 2014

Rozdział 20


Pan Marano wyszedł z samochodu chwiejnym krokiem. Był strasznie niewyraźny.
- Witrrr... -zaczął. - Wityyyyyy
- Wita... - podpowiedział Riker.
- Ehh no własssnie... Witaaa - spity ojciec Lau i Van podrapał się po głowie i usiadł na krawężniku. - Witaaan.. Witam! Oooo Witam!!
- Dzień dobry tato!- uśmiechnęła się Vanessa. - I co tam u babci?
- Jessss... Jesszzzz.. Stra... Stracznie.. Zem... Zmączo... na...
- Zmączona powiadasz? - dopowiedziała Laura.
- Tiaak.. Zmączona... Ja też! Idte się połozz... połozz...z zzz... legnąć...
- To ja ci może... - zaczęła Van.
- Tnie!!! Jesszczee stobą nieee skonn... czczyłem! - Pan Marano wskazał palcem na Ross'a chowającego się za Elington'em. - Ryszszardzie!! Rysiu!! Ryśku! Rysiuniu! Słońce ty moje! Ryszuczku! Nawfet nie wiesz jaką mi radtość sprawww.. .fiłeś tym, że chocisz z Laurom... Siedze sobie z bratem.. a on do mmmnie Chłopaak twojej córki jeszt słaawny... I tak sobie myszlę, że zapewniszz jej dobrobyt.. a mi kupisz włosskie wfino Hianti...  - powiedział uśmiechnięty i poczłapał w stronę domu. Ross stał w tym samym miejscu z gałami na wierzchu. Po chwili ocknął się:
- Ryszard?! R - O - S - S to serio tak trudno zapamiętać? - Lynchowie i siostry Marano przekroczyli próg. Wszyscy stanęli jak wyryci. W domu panował istny chaos. Wszystkie rzeczy z szaf powyrzucane były na ziemię. Szuflady połamane. Podłoga popisana mazakiem, kwiaty porozrzucane po całym pokoju. Rydel poszła do kuchni. To co tam zastała prawie zwaliło ją z nóg. Talerze leżały na całej ziemi, zlew był zatkany szkłem, śmieci wysypane na stół. Istny koszmar.
- Dzwonić po Antka!! - zarządziła Rydel. Po 10 minutach zjawił się policjant.
- Melduje się Anth... - zaczął swoją gatkę, gdy tylko Riker uchylił drzwi.
- Wiem! - przerwał mu blondyn. - Właź i rozpocznij śledztwo. Chcę wiedzieć kto to zrobił i ile nam za to zapłaci. - policjant przekroczył próg i padł na kolana. Chodząc na czworaka przyłożył nos do podłogi i zaczął węszyć. Grupa przyjaciół przyglądała się temu z niemałą ciekawością. Po 15 minutach bezsensownego węszenia Anthony'ego cała szóstka przysnęła na kanapie. Po kolejnych 20 minutach obudził ich krzyk Antka:- Wiedziałem! Tak! Widzisz tato?! Nadaje się na policjanta!! HaHa!! - Riker pobiegł do kuchni.
- Kurde człowieku! - krzyknął. - Wiesz kto to zrobił czy nie? Twój ojciec mnie nic a nic nie obchodzi!!
- Obrażasz policjanta na służbie? - Anthony już całkiem się opanował i spojrzał znacząco na Riker'a.
- Może.. - odparł blondyn.
- To podlega pod sąd karny..
- To mnie skuj ty...
- Stop! - Van wtargnęła do kuchni. - Do jasnej cholery mam was dość! Drzecie się jak opętani, nikt nie wie o co. Nawet wy nie wiecie! Starczył mi widok mojego spitego ojca, który mówił, że lubi Ross'a... Starczy wrażeń na jeden dzień. Więc przydupasy jedne zamknąć się, rozwiązać zagadkę i pozwolić mi spać! Stres źle na mnie działa... - wyszła z pokoju.
- Kto to zrobił? - dodał szeptem Riker.
- Ruda kobieta... Tylko tyle wiem. - odparł Antek. - Znalazłem rudego włosa, zaczepionego  o kawałek szkła.
- Hmm... - mruknął Rik. - Moje zdolności deduktanda, pozwalają mi stwierdzić, iż była to Marie!
- Że yyy kto?
- Marie, Marie Clearfirth... - Anthony wybiegł z domu Lynch'ów jak oparzony. Riker tylko wzruszył ramionami i poszedł do reszty. Zaczął klaskać, ale nikt nie wstawał. Wtedy zauważył, że wszyscy mają słuchawki na uszach. Domyślał się, ze to sprawka Van, której krzyki przeszkadzaja bardziej niż cokolwiek innego. Blondyn postanowił wymyślić jakiś wyjątkowy i oryginalny sposób obudzenia ich. Woda oklepana, pieprz też... Nagle olśniło ten jego ścisły móżdżek.
- Talerze! - powiedział sam do siebie i pobiegł do piwnicy, by wśród instrumentów odnaleźć talerze. W końcu znalazł je pod starą pizzą Rocky'ego. Z tryumfalnym uśmieszkiem podążył z powrotem do pokoju. Stanął za kanapą, odchrząknął, zanucił sopranem "Lalala", pociągnął nosem, zamknął oczy, wyciągnął ręce i walnął talerzami. Wszyscy gwałtownie spadli z kanapy. Utrzymała się tylko Laura. Riker poczuł na sobie 5 zabijających spojrzeń. Ellington podszedł do niego z zamiarem wyprostowania mu nosa, ale ten powstrzymał go dłonią.
- Zanim mi wpierdzielisz... - rzekł. - To wiedz, że to Marie. Moje zdolności deduktanckie pomogły mi to wydedukować. - poinformował wszystkich z dumą.
- Zdolności deduktanckie? - powtórzyła Delly. Jej brat kiwnął głową. Blondynka dalej patrzyła mu w oczy.
- No dobra... - blondynek skapitulował. - Antek znalazł rudy włos.
- Jej! - Ross aż podskoczył z radości. - Czyli mamy winnego.
- Co cię tak bawi? - zapytała Laura.
- Nie wiem... - odparł Blondasek. - Coś mi odwala...
- Widzę właśnie... - zapewniła go brunetka.
- Przyjaciele! - zapowiedział Riker. - Kierunek: Dom Marie.
- Nie chce mi się... - mruknęła Van.
- To zostań Słońce ty moje! Ross! Rusz dupe! My dwoje wystarczymy! - Ross zgodził się chętnie. Gdy dotarli do domu Marie oniemieli. Przed drzwiami stał pewien samochód... Samochód taki sam jak... dyrektora banku w L.A. Faceta po pięćdziesiątce, z łysym łbem, dużym brzuchem i kieszeniami wypełnionymi kasą. Bracia mieli tą przyjemność, że gdy oglądali auto, z domu Marie wyszedł jego właściciel wraz z rudzielcem. Marie pomachała mu i krzyknęła:
- Pa tatusiu! - po chwili zauważyła przypatrujących się wszystkiemu braci. - Czego małpy?
- Policję... Lubisz? - zapytał Ross.
- A wy? - dwaj blondyni usłyszeli głos dobiegający zza pleców. Ujrzeli dwóch  goryli w mundurach.
- Państwo pójdą z nami.. - powiedział jeden z nich. Po chwili oboje siedzieli na tylnym siedzeniu radiowozu i rozpaczali...

Czemu tak późno? Wszystko przez historię...
Czemu taki nudny? Wszystko przez historie...
Ale warto było się uczyć 1,5 godziny :D

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 19

- Victoria? C..c.. o ty ttu robisz?
- Mieszkam. - odpowiedziała spokojnie dziewczyna.
- Ah.. Tak. Głupie pytanie... To ja już.. - wskazał drzwi i wybiegł z domu. Victoria spuściła głowę i powlokła się do pokoju. Usiadła na kanapie i ukryła twarz w dłoniach. Przyjaciele usiedli wokoło niej. Piewsza odezwała się Rydel:
- Hej.. Vicky.. Co się dzieje?
- Nic... - zamruczała dziewczyna.
- Przecież widzimy. Znasz go?
- Nie ważne...
- Nie chcesz o tym rozmawiać?
- Nie...
- A może.. - blondynka zawahała się. - Chcesz porozmawiać o tym na osobności? - Victoria kiwnęła głową. Rydel pomogła jej  wstać i obie poszły do łazienki.
- Anthony... - zaczęła Vicky. - To mój były. Poznaliśmy się przypadkiem, na ulicy. Wtedy jeszcze mieszkałam z matką. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Zadzwonił jeszcze tego samego dnia. Przyszedł do mnie do domu. Poznał Marie... Zakochałam się. On mówił, że jestem tą jedyną, że świata poza mną nie widzi. Aż któregoś dnia wracam do domu i zastałam go całującego się na stole z moją siostrą! Masz pojęcie, jak się wtedy czułam?! Jak ostatnia szmata... Zerwałam z nim, a on... Dalej był z Marie. Nie raz widywałam go w naszym domu, tulącego się do mojej siostry. Dlatego się wyprowadziłam. Nie mogłam znieść tego widoku. A teraz... Wszystko wróciło. To całe upokorzenie. To wszystko...
- Męska szowinistyczna świnia... - wysyczała Rydel, po czym przytuliła przyjaciółkę. - Będziesz tak płakać? Za nim? On nie jest ciebie wart dziewczyno!
- Masz racje... Chodzi po prostu o to, że to wszystko znów wróciło.
- Ale więcej nie wróci. Ten ułom już nie doprowadzi cię do płaczu. Bo jeśli spróbuje to zamelduje się na ostrym dyżurze!
- Dzięki.. - blondynka uśmiechnęła się do Rydel. Wyszły z łazienki  i obie poszły do pokoju. Zastały resztę grającą w karty.
- Widze, że hazard się szerzy... - skomentowała Delly.
- ĆŚŚś wygrywam! - uciszył ją Ellington.
- A w co gracie? - zapytała Victoria. Jej głos jeszcze troch drżał, ale nie było innych śladów płaczu. No, może poza mokrymi włosami.
- W wojne.. - odpowiedział Rocky. Zostawił karty i podszedł do Vicky. - Jak się czujesz? Wszystko dobrze? Czy zbierać chłopaków i mamy iść dać mu w mordę?
- Nie Rocky. Nie trzeba. - Vicky obdarzyła go szczerym uśmiechem.
- Zagrasz? - zapytał brunet.
- Chętnie. - Rocky wziął dziewczynę za rękę i doprowadził do reszty. Rydel przyglądała się temu wszystkiemu z szerokim, naprawdę szerokim uśmiechem. Po chwili dołączyła do przyjaciół. Po godzinie gry Ross gwałtownie wstał i zaczął śpiewać na całe gardło:
- Wygrałem! Wygrałem! Tak łatwo się nie dałem! Wygrałem!
- Przymknij się, bo znów po ciebie przyjdą! - zganiła go Laura.
- He? - Ross spojrzał na nią zdezorientowany. Dziewczyna pacnęła go w łeb.
- To co? My się już będziemy zbierać nie Ross? - zapytała po chwili brunetka.
- Ok.. - odpowiedział Blondasek. - A.. Twoi rodzice nie dzwonili ani razu?
- Byli wczoraj na urodzinach babci Jadzi. Za pewne są na kacu i nic im się nie chce.
- Babcia Jadzia... i kac? - wtrącił Riker.
- Nie znasz babci Jadzi... oj nie znasz... - Laura poszła do korytarza, a Ross za nią.
- To my sie też będziemy zbierać... - powiedziały równocześnie Rydel i Van.
- To idźcie.. Ja jeszcze chwile zostanę... - krzyknał Rocky do ludu tłoczącego się w korytarzu. - Jeśli mogę... 
- Jasne, że możesz.- Victoria obdarzyła go uśmiechem. Po 15 minutach zostali sami.
- To co? Oglądamy coś?
- Zmierzch...?
- Czemu nie...

* Pozostali byli już prawie koło domu Lynch'ów *

- Jak myślicie? Rocky będzie z Victorią? - zapytał Ross.
- Ty się tym na razie nie martw. Masz inny problem.. - odpowiedział mu Riker.
- Niby jaki? - Riker wskazał panią Frog, stojącą w drzwiach swojego domu. - Wiaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaać!!!!
- Nie, nie, nie... - Ell i Riker zatrzymali Blondaska. - Pójdziesz tam i wszystko wyjaśnisz... - W tej chwili pani Frog podeszła do nich. Ell i Rik dalej trzymali Ross'a
- Witaj malutki..  - pani Frog dotkneła policzka chłopaka. Biednemu Ross'owi zbierało się na wymioty. Ku jego zdziwieniu pani Frog zamiast dalej go głaskać przyłożyła mu w twarz.  - Nauczysz się, że takich super lasek jak ja to się nie wystawia... - machnęła swoimi tłustymi włosami przed jego nosem i poszła do domu. Ross ukląkł przed Laurą.
- Ja cię błagam... - zaczął. - Gdy będziemy już po ślubie, nie zapuść się jak ona...  - Laura spojrzała na niego, z trudem powstrzymując śmiech.
- Nie bój się... malutki... - prychnęła. - Nie zamierzam... - Też uklękła i pocałowała Blondaska. Przed nimi zatrzymał się samochód. Samochód taty Marano...

Jej... Zmierzch pomógł :D Coś tam nabazgrałam...

środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 18

- Aaaaaaaaaaa!!!!!!!! - Ross obudził się z krzykiem. - Ona tu idzie! Zaraz tu będzie!!
- Kto? - zapytała zaspana Van.
- Pani Frog, a kto inny? Myślisz, że kogo się tak boję?
- Mnie..  Jestem cała obklejona sokiem! - wrzasnęła Laura.
- UPS... - Blondasek obdarzył ją najpiękniejszym ze swoich uśmiechów.
- Możecie się przymknąć? - zapytał Rocky, nie otwierając oczu.
- Ktoś z was jadł wczoraj cebule? - zapytała Vicky. - Strasznie tu śmierdzi.
- Ja... - odpowiedział Rocky. Po chwili zorientowali się, że stykają się nosami. Podnieśli się jak oparzeni. Rocky odwrócił wzrok, a Vicky spłonęła rumieńcem. Teraz już wszyscy się przebudzili.
- Dzień dobry skarbie. - szepnął Ell do Rydel i pocałował ją w policzek.
- Nareszcie!! - krzyknęły razem Lau i Van i podbiegły, by przytulić przyjaciółkę.
- Kiedy?
- Tu?
- Jak?
- Opowiedz!
- Wszystko!
- Ze szczegółami!
- Nie pomijaj niczego! - siostry zaczęły zasypywać Delly pytaniami.
- No, bo to... - zaczęła Rydel.
- Proponuje wpierw ubrać się, posprzątać i pogadać przy śniadaniu. - zaproponowała Vicky. Wszyscy się zgodzili. Dziewczyny posprzątały, a panowie po kolei zajmowali łazienkę, by się odświeżyć. Problem? Ross miał koszulkę i spodnie od soku, wię c zmuszony był wciągnąć ubrania Vicky. Niestety. Rozerwał jej największe spodnie i dziewczyny były zmuszone żebrać u sąsiadów o męskie spodnie. Na szczęście jeden ze znajomych Victorii się zlitował. Laura natomiast po trzaśnięciu Ross'a klapka na muchy tak mocno, że został ślad, ubrała czerwoną bluzkę Vicky. Gdy już wszyscy byli po prysznicu, a w pokoju lśniło, chłopcy zaproponowali, że zrobią śniadanie. Dziewczyny chętnie się zgodziły. Lau, Van i Vicky zaciągnęły Rydel do pokoju i zażądały dokładnego opisu wczorajszego wieczora. Mężczyźni pognali do kuchni.
- Hmm proponuje.. Płatki i naleśniki z truskawkami. - zaczął Rocky. - Ja i Ell płatki, Ross i Rik naleśniki.
- SPK. - odparła pozostała trójka. Ross i Rik zajęli się ciastem do naleśników.
- Em.. Rocky?? - zapytał Ell.
- Co?
- Co najpierw? Mleko czy płatki? W sensie co zagrzać najpierw..
- Ajajajaj... Ell. Sama nazwa mówi tak? PŁATKI Z MLEKIEM. Chyba logiczne że najpierw płatki..
- A no.. Dzięki.. - Rocky w tym czasie zajął się dobieraniem misek i łyżeczek. Ross'owi i Riker'owi, o dziwo, poszło sprawnie. Ich danie znalazło się już na  patelni.
- Rockyy... Możesz podejść? - poprosił znów Ell.
- O co znów chodzi?
- O ten tramwaj co nie chodzi... - uśmiechnął się Ell. - A tak serio to mogę już dodać mleko?
- Hmm... - Riker zerknął na płatki. - My się na tym nie znamy... - powiedział  i wrócił do naleśników.
- Czekolada już się wydziela.. - odpowiedział Rocky. - Lej mleko.
- Ej chłopaki... - zawołała Rydel z pokoju. - Co tak cuchnie spalenizną?
- Nic.. Nic... - odkrzyknął Ell, po czym zwrócił się do Rocky'ego. - Spalenizna?!
- Wyłącz to! - zarządził brunet. - Nalewaj do misek. - Po zeskrobaniu przypalonych płatków z dna garnka śniadanie było gotowe. Naleśniki prezentowały się dużo lepiej niż płatki..
- Dziewczyny! Śniadanie!! - zawołał Riker.
- Co jem... - Rydel wpadła do kuchni, a za nią reszta dziewczyn. Wszystkie utkwiły wzrok w "płatkach".
- Co to u licha jasnego jest?! - zapytała Laura.
- Zwęglone płatki.. Jak się domyślam... - odpowiedziała Vicky.
- Mam świetny pomysł. - podsunęła Van i zwróciła się do czterech kucharzy. - Za to, że schrzaniliście płatki sami je zjecie, a my z radością skonsumujemy naleśniki.
- Co?! Ale.. - zaczął protestować Ell.
- Żadne ale! - wykłócała się Vanessa.
- Ale Va...
- Ćśśś!
- A...
- Ć
- To tych dwóch Gargameli wina! - próbował wykręcić się Riker. - My robiliśmy naleśniki.
- Trzeba było ich przypilnować Skarbie. - Van pocałowała Rik'a, wzięła naleśniki i wraz z dziewczynami udała się do pokoju.
- Ty.... - Ross wskazał palcem na Ell'a.
- I ty... - Riker zrobił to samo, tyle że wskazał Rocky'ego. Rocky i Ellington zaczęli uciekać przed oprawcami. Gonili w tą i z powrotem. Nikt nie był w stanie ich zatrzymać. Trwało to mniej więcej... 20 minut. Dziewczyny zwijały sie ze śmiechu. Zabawę zaepsuł dzwonek. Rocky poszedł otworzyć.
- Witam! - usłyszeli głos mężczyzny. Dla części rodziny był on znajomy. - Melduje się Anthony Jeremy Jackson Harley Dominick von Junginder  III Junior.
- PAN Antek... - syknęła Delly. - Drogie panie.. Nie wychylać się. Chłopaki pomóc Rocky'emu! - Ell poszedł pierwszy.  Za nim powlekli się bracia.
- Witam! - wykrzyknął Antek. - Jestem...
- Tak, wiemy.. - przerwał mu Ell. - W jakiej sprawie?
- Zgłoszono nam naruszenie spokoju. Pójdą państwo ze mną. 
- Co?! - zawył Ross. - Ja jestem niewinny. 
- Idziemy! - rozkazał Antek.
- Anthony! - Vicky wyszła z pokoju. 
- Victoria.. Ty? Tutaj?

Przepraszam, że:
1. Tak późno
2. Taki bez sensu.
3. Nie ma ładu i składu.
Powód jest głównie tylko jeden:
We na ze mnie kompletnie uszła ;/ Postaram się wynagrodzic to wam w sobotę.

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 17

- Delly... wiesz, że to nie tak.. - próbował wytłumaczyć się brunet.
- Nie tak? A jak? - wrzasnęła Rydel. - Najpierw patrzysz się na mnie, jakbyś mnie chciał wzrokiem pożreć! Potem prawisz komplementy, jeszcze później całujesz, a na końcu mówisz, że mnie nie kochasz...
- Wiemm głupi jestem, ale... To dlatego, że ja nie chcę ciebie ranić... ROzumiesz?
- Kto normalny by się w tym połapał? - zapytała.
- Może i masz racje ale... Patrząc na ciebie, serce bije mi szybciej. Jesteś dla mnie kimś bardzo, bardzo ważnym. A ten pocałunek... Miałem wrażenie, że żałowałaś. Ja z jednej strony też. Nie chciałem... Bałem się, że gdy będziemy razem, to ja będę cię nieustannie ranił. Rozumiesz?
- Czyli... Choć z przyjemnościa zostałbym twoim chłopakiem, boję się, że cię zranię, całując sie z inną tak?
- Nie jesteśmy jeszcze aż tak z sobą zżyci, żeby być razem. Teraz rozumiesz?
- Teraz rozumiem.. - uśmiechnęła się Delly. - Czyli co? Czysta karta?
- Czysta. - Ell odwzajemnił uśmiech. - Ale... Mogę cię dalej podrywać?
- Hmmm - blondynka udała zastanowienia.
- To może na początek... Pierwsza randka? Kino, jutro, 18:00?
- Chętnie. - odpowiedziała, ukazując szereg równych, białych zębów.

* W tym samym czasie,  schody Lynch'ów*
( Dla sprostowania, Rydel i Ell rozmawiali w salonie )

- Nie kumam.. - mruknęła Laura. - Idą na pierwszą randkę, ale jeszcze nie chcą być razem??
- Oj... Laura.. Ellington jeszcze nigdy nie miał dziewczyny. Boi się, że zrani Rydel i ją straci. Tym samym nie chce niczego przyspieszać. Chce ją lepiej poznać.
- Przecież zna ją od dziecka!
- Ale teraz już nie patrzy na nią jak na przyjaciółkę, tylko jak na dziewczynę, którą kocha. - dodał Vicky.
- Nie kumam.. - powtórzyła Lau.
- My też nie.. - odpowiedzieli razem Ross, Rik i Rocky.
- Bi wy głupi jesteście! - wyjaśniła im Ness. - A teraz się przymknąć!

- Emm Vaan? - krzyknęła Delly. - Wiemy, że podsłuchujecie..
- Widzicie kretyny jedne? Mówiłam zamknąć te kłapiące dzioby! - żachnęła się Marano.
- Przecież wy też gadałyście! - zdenerwował się Ross.
- My gadamy bezszelestnie.. w tym leży cały sekret. - odpowiedziała Laura.
- Dobra, złazić już.. - zawołał Ell. Po chwili wszyscy siedzieli w kółku, grając w butelkę. Wpierw wypadło na Ross'a.
- Pytanie, czy wyzwanie? - zapytał Rocky.
- Wyzwanie.
- Hmm. Wylej na siebie sok z wiśni i idź do pani Frog. Oczywiście z goździkiem w ręku. Powiedz jej, że marzysz o niej każdego dnia wieczorem, gdy zasypiasz... Marzysz o tym by codziennie budzić się obok niej. Przytulać ją... Całować...
- No chyba nie..
- To pocałuj Rik'a.
- Nie !!! - wrzasnąl Riker.
- To ja ide po wiśnie.. - Blondasek wstał i powlókł się do kuchni ze spuszczoną głową. Po chwili wrócił. Oblany był sokiem, a w ręku trzymał koniczynę.
- Ross.. To miał byc goździk.. - przypomniała Victoria.
- A nie jest?
- Dobra.. Ta stokrotka jest nawet lepsza.. - zgodził się Rocky. Dziewczyny popatrzyły na siebie. Ell to zauważył.
- Głąby.. To jest konwalia! - powiedział.
- Pfff może od razu kukurydza.. Co SE będziecie żałować..  - wtrąciła Vicky.
- Dobra, poszedł.. - rozkazała Laura. - Rik idziesz też i pilnujesz, żeby powiedział słowo w słowo.
- EJ!  Nikt nie wydaje poleceń Seksownemu Kapitanowi Riker'owi Lynch'owi!!
 - Rik.. - Van spojrzała na niego spod rzęs.
- Ajaj, Pani Kapitan!  Idziemy Łosiu! - chłopcy wrócili zadyszani po 10 minutach. Dodatkowo Ross wywinął orła na progu. Dotarł do reszty czołgając się.
- Rrr.. Raaaaa... - zaczął.
- Ratunku! - skończył za niego Rik, siadając obok Van i przytulając się do niej.
- Co się stało? - zapytała Vicky.
- Zadzwoniliśmy di drzwi pani Frog. Otworzyła nam po chwili. Była w krótkiej koszuli nocnej.. I miała jedną nogę ogoloną, a drugiej nie.. Myślałem, że rzygnę. Ross chciał już wiać, ale go zatrzymalem. Wydukał to wszystko co Rocky mu kazał.
- Iii ??? - zapytała Rydel.
- Iiii pani Frog dostała wielki oczy. Dziwnie oparła się o futrynę i.. P.. Podsunęła koszulę. Na wysokość pępka.. Przynajmniej tam pępek być powinien. Nie widziałem przez tą mega warstwę tłuszczu i odłamków ciastek. Mniejsza o to. Chwyciła się za głowę, tak jak robią to te modelki. Powiedziała: Zapraszam do środka.. Chłopcy.. - i puściła nam buziaka w powietrzu. Zerwaliśmy się na równe nogi. Ale ten potwór krzyknął za nami: Lepiej u was? No dobra.. Zaraz przyjdę! Wpadlismy do domu i zamknęliśmy drzwi na wszystkie trzy zamki. Teraz albo spieprzamy do Vicky lub Ell'a, albo siedzimy cicho, jak makiem zasiał..
- To dobry pomysł.. - poparła go Vicky. - Zapraszam was do mnie. Dziś rano piekłam ciasteczka, więc...
- Ciasteczka?! - zawołały obżatruchy płci męskiej.
- ... Z kawałkami czekolady.. - dokończyła blondynka. "Mężczyznom' nie trzeba było powtarzać dwa razy. Rocky wziął Vicky na ręce i kazał jej prowadzić. Ross zabrał Lau, Rik Van, a Ell Rydel. Wyszli przez taras. Na szczęście nie natknęli się na panią Frog. Szli tak ulicą, a ludzi oglądali się za nimi. Obżartuchy nie zwracały na to uwagi, a dziewczynom nie przeszkadzało to, że są noszone. Vicky była zajęta wyjaśnianiem Rocky'emu drogi, który nawet dobrze sobie radził. Co innego gdyby prowadził Riker, który potrafi zgubić się w toalecie. W końcu dotarli do domu Vicky. Męska część dopadła ciasteczka, a dziewczyny w tym czasie pościeliły na ziemi po końcu i poduszce dla każdego. Przeczuwały, że po zjedzeniu tych wszystkich ciasteczek, panowie nie dowloką się do domu. A co do Vicky, była szczęśliwa, że poznała grupę tak zwariowanych osób. Czuła, że to początek pięknej przyjaźni. Po skonsumowaniu ciasteczek rozsiedli się wygodnie przed telewizorem. Siedzieli dokładnie w tej kolejności: Ell, Rydel, Rik, Van, Rocky, Vicky, Ross i Lau.
Dziewczyny włączyły Zmierzch. Zgadnijcie kto wytrzymał najdłużej. Rydel i Ell. Chłopak spojrzał na blondynkę.
- Jestem idiota.. - powiedział.
- Wiem.. - Delly zaśmiała się.
- Jestem idiota. Nie wytrzymam już dłużej bez ciebie. Delly?
- Tak? - spoglądali sobie w oczy.
- Kocham cię. I chce żebyś została moją dziewczyną. Zgadzasz się? - dziewczyna nie odpowiedziała. Zamiast tego zatopiła swoje usta w wargach bruneta...

Dla tych moich samobójczyń :* na Mikołajki ;)

Rozdział 16

- Tak jakby.. - powiedziała blondynka. - Bo...
- Może wejdziemy do środka? - zaproponowała Ness.
- Tak, proszę.. - Rocky uśmiechnął się zachęcająco do Victorii. Trochę zmieszana, weszła.
- Zapraszam do salonu. - brunet gestem wskazał na kanapę. Wszyscy troje wygodnie się rozsiedli.
- A więc... - zaczęła Vicky. - Bo Marie.. dziecko.. To dziecko.. To dziecko nie istnieje.. Ona to wszystko zmyśliła,  żeby cie zatrzymać przy sobie.
- Co?!
- Przepraszam, że to ode mnie musisz się tego dowiadywać, ale moja siostra potrafi zrobić wszystko, żeby dopiąć swego.
- Czemu mam ci wierzyć?
- Jeśli nie chcesz, nie musisz, ale nie zdziw się jeśli wyjdziesz na idiote. Marie swój charakter odziedziczyła po matce. Ja mieszkam sama. Nie mogłam z nimi wytrzymać, a ojciec mieszka za daleko. W końcu muszę jakoś chodzić do pracy. To... Ja już nie będę...
- A skąd wiesz, że Marie kłamie?
- Zwierzyła mi się ze swojego genialnego planu... - odparła z ironią. - To ja...
- Kiedy na to wpadła?
- Zadzwoniła do mnie kiedy ty się wyprowadziłeś. Na początku była wściekla , a potem  wpadła na ten pomysł.
- A to ci wredna... - mruknęła Delly, wchodząc do salonu. - Zostaniesz na grillu?
- To my grilla planujemy? - zapytał zaskoczony Rocky, a w miejscach na oczodoły pojawiły się dwa wielkie napisy 'kiełbacha'
- Trzeba uczcić to, że nie wracasz do tej małpy z motorkiem w dupie... O.. Bez urazy.. - dodała spoglądając na blondynkę.
- Spokojnie.. - Vicky obdarzyła Delly ciepłym uśmiechem. - Moja siostra nie raz zalazła mi za skórę. Ale to było przegięcie... I nie dziękuje. Nie będę wam przeszkadzać...
- Ależ nie przeszkadzasz... - próbował zatrzymać ją Rocky. - Potraktuj to jako akt wdzięczności za ocalenie życia Delly. - Rydel energicznie pokiwała głową.
- No dobra... - Vicky w końcu się zgodziła. - To..  Może w czymś wam pomóc?
- Czyli tak: Rocky zaproś Lau i zawołaj Ross'a i Rik'a, gdziekolwiek teraz są. A ty Victoria tak? Możesz mi pomóc zrobić sałatkę, Van a ty rozpal grilla.

Po godzinie wszystko było gotowe. Stół zdobiły plastikowe naczynia, a na środku był wielki talerz 'kiełbachy' Rocky'ego. W dwóch mniejszych museczkach, po obu stronach honorowego dania wsypana została sałatka. Wszystko dopełniał wazon z kwiatami żywcem wyciągniętymi z grobu. Prawda była taka, że Rik dostał polecenie zdobycia kwiatow, miał tak mało czasu, że zerkając do ogródka pani Frog , zwinął goździki z pomnika jej zdechłego kota. Rydel jako ostatnia dołączyła do przyjaciół.
- Jesteśmy w komplecie? - zapytała.
- Jeszcze nie.. - odpowiedział Rik.
- Jak to nie? Ja, Rik, Van, Ross, Lau, Rocky i Vicky.
- A Ell?
- Pfff.. - Rydel prychnęła. - Nie będziemy na waćpana czekać... - w tym momencie zjawił się Ell. Szczęśliwy zasiadł obok Rik'a.
- Widzę, że rodzinka w komplecie.. - zagadnął nakładając sobie na talerz sałatkę.
- No chyba... - mruknęła Delly. - Ślepy jesteś?
- Nie. Tylko stwierdzam.
- Ti przestań stwierdzać, żryj i idź stąd wreszcie!
- Dopiero przyszedłem.. - odpowiedział z udawanym urażeniem.
- Nie trzeba było w ogóle przychodzić.
- To po co mnie zapraszałaś?!
- Ja cie nie.. Rocky idioto!
- No co? - zapytał uśmiechnięty brunet. - Ja jestem nie winny.
- Zepchnęłaś to na niego, bo sama nie miałaś odwagi mnie zaprosić, tak? - dopytywał się Ell.
- Byłam zajęta, dlatego kazałam Rocky'emu zaprosić gości. A gośćmi miały być Vicky, Lau i Van!!
- Ah... No tak, bo o przyjacielu się zapomina!
- A kto ci powiedział, że jesteś moim przyjacielem?!
- Rydel Mary Lynch 7 lat temu. Ogród w moim domu. ' Jesteśmy przyjaciółmi i będziemy nimi zawsze'!!!
- To było aż 7 lat temu!
- Tak? Byłaś całkiem świadoma tego co mówisz! Nie trzeba było tyle paplać!
- Ja paplam?! To tobie się ten krzywy ryj nie zamyka!
- Ja mam krzywy ryj?!
- A tak!
- A jakoś nie przeszkadzało ci kiedy go całowałś!
- Ja? Całowałam ciebie? W snach! To ty mnie całowałeś!
- A ty się nie broniłaś! Czyli ci się podobało!
- Nic nie mówiłam,l bo nie chciałam ci robić przykrości...
- Jakoś teraz robisz mi przykrość i masz to gdzieś!
- To była inna sytuacja.
- Tak? A ja nie widzę różnic.
- Bo głupi jesteś!
- Sama głupia jesteś!
 - Może, ale ty głupszy!
- Pokaż dowód!
- Podaj mi jedno nazwisko majora, który brał udział w wojnie secesyjnej. Może być fikcyjne.
- Yyyyy
- Jasper Whitlock.. - podsunęła Vicky.
- Że w sensie że kto?
- Ugh.. Faceci... Zmierzch - Cullenowie - Alice Cullen - jej mąż Jasper Hale  -wcześnie Jasper Whitlock - najmłodszy major - walczył podczas wojny secesyjnej... Takie to trudne serio? - zapytała z niedowierzaniem Victoria.
- On jest głupi. Dla niego wszystko jest trudne.... - odpowiedziała Rydel.
- No to teraz ja ci zadam pytanie. - odparł Ell. - Kim był Jack Sparrow?
- Nie pogrążaj się... - uśmiechnęła się szyderczo blondynka. - Kapitan Czarnej Perły. Główna rola w filmie Piraci z Karaibów. Łyso Ell' ku?
- Wygrałaś... - syknął Ell.
- No to teraz powtarzaj po mnie. - odparła uśmiechnięta blondynka. - Jestem głupi.
- Jestem głupi...
- Delly mądra...
- Delly mądra...
- Kocham Rydel... - wtrącił Rocky.
- Kocham Rydel... - wszyscy spojrzeli na Ell'a. Rocky wstał z krzesła i zaczął:
- I am the champion. I am the champion!!!
- Zamknij się! - rozkazała Delly. - Ell, co ty powiedziałeś.
- To my... - Lau wskazała palcem na górę. Wszyscy wyszli  i zostawili ich samych.
- Co powiedziałeś? - powtórzyła pytanie Rydel.
- Bo ja... Kazaliście mi powtarzać więc..
- Ale ty nigdy nie powtórzyłbyś czegoś takiego, gdyby to nie była prawda.
- Ale powtórzyłem. Wszystko to było bezmyślnym kłamstwem, pochodzącym z waszych ust! - wrzasnął brunet.
- Wynoś się stąd! - krzyknęła Rydel.
- Co?
- Wypierdalaj z tego domu!
- Delly... To nie tak.. Ja...

środa, 3 grudnia 2014

Rodział 15

- Jestem w ciąży.. - powtórzyła i uciekła. Rocky stał tam dalej, jakby przed chwilą ktoś go spoliczkował. Po chwili przyszła Rydel.
- Co jest? - zapytała biorąc łyk kakałka.
- Onn.. Ona... Jest w ci.. ciąży.. Marie w sensie. - wydukał w końcu. Tak o to kakałko wylądowało na trawie. Blondynka dostała wielkie oczy.
 - Udusze cię ty idioto do sześcianu! - warknęła, łapiąc bruneta za szyje. - Ty.. Z Nią?? Na wymioty mi sie zbiera. Jak mogłeś być takim kretynem. Nie spodziewałabym się czegoś takiego po tobie!  Co innego ten przygłup Ross, ale ty? Rocky Mark Lynch?! A co rodzice powiedzą? - puściła w końcu obolałą szyję Rocky 'ego i zaczęła chodzić w kółko po korytarzu. - Przecież obiecałam was pilnować. Przysięgałam.. Jak mama z tatą się dowiedzą, to mi dopiero urządza jesień średniowiecza.. Przecież będę umierać w męczarniach... A to wszystko Kałamarnico przez ciebie! Będę cie za kare nocami nawiedzać! Będziesz beczał i błagał, bym cie zostawiła w spokoju, ale nie! Prześladować cie będę aż do twojej nędznej śmierci!! Buahahaha... A właśnie.. Muszę sobie sukienkę na pogrzeb przygotować, bo jeśli zdam się na gust ciotki Tessy to grabarz się może przestraszyć.. Hmmm... Może wezmę tę czarną mini i białą koszule z kołnierzykiem? Co ja gadam.. Przecież to pogrzeb.. Może..
- Może tą granatową z dekoltem? - podsunął Rik.
- No chyba cię coś boli.. - odpowiedziała mu Rydel. -  Pogrzeb, chłopie, na pogrzeb.. Może.. Nie... - powiedziała do siebie i pobiegła przyszykować ciuchy na swój pogrzeb.
- I jak się czujesz w roli przyszłego tatusia? - zagadnął Riker.
- Jak ty w roli baletnicy.. - odparł brunet.
 - Błee w rajstopkach...

“““““““““************************************************************

- Laurunia! Vanka! Pozwólcie na chwilę na dół! - zawołał je tata Marano.
- Po co... - Laura leniwie zwlekła się na dół, a za nią Van.
- Widziałyście to zdjęcie? - pokazał im telefon z wizerunkiem Ross'a, jednocześnie dalej dławiąc śmiech.
- Hy hy ale śmieszne.. - dodała z ironią Laura. - Nie masz nic lepszego do roboty? - znudzona powlokła się na górę.
- Rewelka tato! - powiedziała Van i przybili piątkę. - Aha... Tylko nie waż się czegoś takiego próbować z Rik'iem.. - wciągnęła trampki i wyszła z domu.
- Muszę zadzwonić do tego kogoś...

*Rozmowa telefoniczna*

- Halo? - Rocky odezwał się po trzech sygnałach.
- Witaj chłopcze! To zdjęcie, które mi wysłałeś.. Po prostu brak słów.
- Ah tak..
- Chłopak mojej córki ten cały Ross, czy Roś, a moze Ryszard? Nie ważne ! W każdym razie ten durny Lynch... Zasłużył sobie na to!
- No oczywiscie...
- Jak widzę ten jego pysk, jak widzę pysk obojętnie jakiego Lynch'a, albo blondyna, to aż we mnie wrze.. A ty nie jesteś blondynem co?
- Nie, ale..
- Nooo kamień z serca. Wracając do tej foty, to z początku myślałem, że to... Ale to już nie jest rozmowa przez telefon.. Mieszkasz może w pobliżu?
- Aaakurat jestem u Lynch'ów.
- Świetnie, zaraz tam będę.
- Co? Nie... - za późno, pan Marano odłożył słuchawkę i w podskokach pobiegł do Lynch'ów. Otworzył mu Rocky. Zadowolony ojciec rozłożył się na kanapie i zawołał:
- Roś, y nie.. Ryszard!! Riker! Pozwólcie na dół. - zdumieni chłopcy zeszli. Nogi im zdrętwiały, gdy zobaczyli pana Marano w swoim domu. - Spokojnie.. Nie mam grabi.. - odetchnęli z ulgą. - Usiądźcie prosze... - wykonali polecenie. Mimo wszystko cały czas siedzieli jak na szpilkach. Zajęli oba fotele, żeby w razie czego szybko uciec. Rocky zajął miejsce na skraju kanapy.
- A więc.. - zaczął pan Marano. - Ten tu oto wasz znajomy, bardzo mi zaimponował. Jest bardzo dobrze wychowany, zabawny, i jak zauważyliście nie jest blondynem.
- Ale za to brunetką... - mruknął Ross. Pan Marano, na szczęście nic nie usłyszał.
- ... dlatego, uważam iż to on powinien być z jedną z moich córek. Przede wszystkim dlatego, że nie nosi nazwiska Lynch...
- Ale...
- Zamknij się Lynch! Jestem ojcem, one są jeszcze bardzo bardzo młode...
- Ale..
- I dlatego nie mogą decydować same za siebie...
- A... - zaczął Rocky.
- Nie musisz mi dziękować..
- Ale...
- Wiem, wiem, jestem wspaniałym ojcem...
- Ale...
- Tak, wybierz Laurę.. Bardziej nie lubię Ryszarda...
- Ale...
- To nasz brat! - wykrzyczał w końcu Ross. Pan Marano otworzył buzię. - Radzę zamknąć buzie, bo tu muchy latają.. - powiedział i szybko zwiał. To samo zrobił Rik, rzucając tylko:
- Powodzenia z grabiami, tatuśku.. - pan Marano powoli skierował wzrok na nieco przestraszonego bruneta. Rocky miał świadomość, że właśnie teraz przeżywa ostatnie chwile w życiu. Jego serce jeszcze tylko przez chwilę bije. Łapczywie wykonywał wdech i wydech. PAN Marano wstał i poszedł do kuchninie zaszczycając go spojrzeniem. Zaczął przeglądać szuflady, robiąc przy tym masę hałasu. W końcu chyba znalazł to czego szukał. Wrócił do przestraszonego  Rocky'ego. W lewej ręce miał chochle, a w prawej paralizator. Rocky nie tracił czasu. Natychmiast w wybiegł z domu kierowałsię w stronę domu Van. PAN Marano deptał mu po piętach. Zasapany brunet wpadł do domu Van. Na drodze stanęła mu mama Marano. Z grabiami w rece.
- AA.... Myślałam, że ty Lynch..
- Nnie skąd.. Jest może Van? - zapytał drżącym głosem.
- Na górze.. - Rocky śmignąl do Van i zatrzasnął drzwi. - Ratuj!!!
- Przed czym?! - zapytała zdziwiona.
- Twój tata.. - w tym momencie usłyszeli straszny huk. Drzwi wyleciały z zawiasów. Na ich miejscu stał rozwścieczony mężczyzna. Rocky skierował sie w stronę balkonu, ale poczuł ostry ból. No tak... Dopadła go chochla.. Stracił równowagę i upadł.
- Rocky! - krzyknęła Ness. - Nic ci nie jest?
- Niech się cieszy, że nie jest blondynem.. - powiedział Władca Grabi i wyszedł zadowolony.
- Ty krwawisz!!
- nic mn nie jest..- wyjąkal i z trudem wstał. Vanessa pomogła mu  dojść do domu. Na progu spotkali jakąś blondynkę.
- Hejj .. - powiedziała zdumipna. - Tu mieszka Rocky Lynch?
- Tak.. To ja - odpowiedział Rocky.
- Mam na imię Victoria. Jestem siostrą Marie.
- Coś z nią? Coś z dzieckiem?
- Tak jakby...

I oto znów wplatałam pomysł Lovely Rosser. I znów jej bardzo dziękuje. A tak w ogóle to ze smutkiem stwierdzam, że jest coraz mniej komentarzy... :/ jeśli coś wam się nie podoba, czy macie jakieś pomysły, piszcie śmiało :)

sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 14

Od ostatnich wydarzeń minął tydzień. Ani Delly, ani Ratliff nie wspominali tego co się wydarzyło. Rydel żyła tylko tym, by ściągnąć brata do domu. Nie myślała o niczym innym. Ellington widział jak ona cierpi ale nie potrafił pomóc. Chciał, ale nie wiedział jak... Ich codzienne relacje ograniczyły się do "dialogu" :
- Hej.
- Cześć.
- Co tam u ciebie?
- Wszystko dobrze, a u ciebie?
- Też.
- To pa.
- Pa.
W końcu nastał dzień przyjazdu Rocky'ego. Rydel była strasznie podekscytowany, a zarazem zdenerwowana. Wstała już o 8 i zajęła się śniadaniem. Małpy zeszły żeby zjeść, a potem cała trójka poszła do domu Zdziry.  Ku ich zadowoleniu otworzył im Rocky.
- Nie, nie... Wszyscy tylko nie wy..
- Miłe powitanie, braciszku.. - powiedział Ross.
- Przecież wiemm... - mruknął brunet.
- Rocky wróć do domu. - poprosiła Rydel.
- Nie.
- Rocky wróć...
- Nie Rydel! Nie jestem już tym samym Rocky'm.
- Jak to nie?! - krzyknęła blondynka. - Jesteś moim, naszym bratem rozumiesz? Jesteś Lynch'em.
- Albo sam wrócisz do domu, albo osobiście cię tam zawlokę kretynie! - zagroził Rik. Rocky szybko zatrzasnął drzwi.
- Idiota.. - mruknął Blondasek. - To nie ma sensu wrócimy tu jutro. - wszyscy zgodnie kiwnęli głowami.
- Skoczmy jeszcze po małe zakupy, bo lodówka jest prawie pusta. - powiedziała Delly. We trójkę udali się do.. Biedronki ;). Pomijając fakt, że Ross zapakował pół koszyka żelków miśków, a Rik  ¼ koszyka załadował kaszkami dla dwulatków, zabrali jeszcze masło orzechowe, nutelle, chleb, świeże truskawki i lody śmietankowe na patyku.  Wychodząc Rik zauważył coś ciekawego.
- EJ patrzcie Zdzira Rocky'ego!
- Co gdzie?! - zapytali razem Rydel i Ross.
- Tam! - pokazał palcem. - I całuje się z jakimś... Blondynem?
- Co za chamidło! Już ja jej pokaże!
- Rydel stój! - zatrzymał ją blondyn, a ona zaczęła się wyrywać.
- Zróbmy jej zdjęcie.. - podsunął Ross.  Rodzeństwo spojrzało na niego jak na idiotę.
- No co? - zapytał.
- Nic.. - odpowiedziała blondynka i wyjęła komórkę, żeby zrobić zdjęcie.
- Po prostu, chyba po raz pierwszy powiedziałeś coś bardziej inteligentnego niż ty sam.. - powiedział po chwili Riker.
- Dzięki Antylopo..
- A proszę cię bardzo.
- Ale i tak masz wpierdziel...
- Antylopy i Łosie trochę powagi! Idziemy po Rocky'ego.. I tym razem wyczuwam tryumf.. - uśmiechnięci poszli pod dom  Marie. Długo dzwonili, aż w końcu otworzył Rocky.
- Dzwonie na polocję..- zagroził.
- Nie trzeba. - uspokiła go Delly. - Spójrz na to. - podała mu telefon.
- Czy to..? Czy... To Marie?
- Tak... - Rydel zobaczyła rozpacz w jego oczach..  Teraz widziała jak mu na niej zależało. A ona potraktowala go jak śmiecia.
- Jesteście pewni?? - brunetowi załamywał się głos.
- Widzieliśmy to na własne oczy...
- Dajcie mi chwilę.. - poprosił Rocky i zniknął w drzwiach. Wrócił po dziesięciu minutach z torbą na ramieniu.
- Chyba pora wrócić do domu. - uśmiechnął się. Delly przytuliła się do brata. Po chwili przytulali się we czwórkę.
- A to co ma znaczyć?! - przerwała im Marie. Rydel pokazała jej zdjęcie.
- To F...fotomontaż... Rocky skarbie! Wierzysz im?!
- Teraz już tak. Jesteś pwrfidną, wyrachowaną małpą Marie. Nie chce mieć z tobą nic wspólnego. Chodźcie do domu. - szczęśliwi poszli do domu.
- To co balanga? - zapytał Ross.
- Czemu nie.. - uśmiechnął się leciutko Rocky. - IDE się rozpakować.
- A w morde chcesz? - zapytała Rydel, gdy Rocky zniknął.
- Co? Za co?
- Ty nie widzisz, że on na prawdę ją kochał? On to tak przeżywa, a ty z balangą wyjeżdżasz.
- Przecież się zgodził.. - Blondasek był zdezorientowany. Delly pacnęła się r3ką w łeb. Uszłyszel krzyk Rocky'ego. Brunet momentalnie zjawił się na dole i chwycił Ross'a za koszulę.
- EJ, o co chodzi? - zapytała Delly.
- Ten tu o... - wskazał podbródkiem na Blondaska. - napisał na mojej ścianie różową farbą " Rocky tańczy makarenę co rano w różowej bieliźnie i staniku Rydel."!!!
- Aha.. To nie przeszkadzam. - powiedziała blondynka i poszła do salonu.
- Rydel!! Nie zostawiaj mnie samego! Błagam... - krzyczał Ross.
- Drogi braciszku.. Pomóc ci w dokonaniu zemsty? - zapytał nie odzywający się do tąd Rik.
- Przynieś słoik smalcu od pani Doubglir. Ta miła staruszka na pewno użyczy nam troche tego szlachetnego wyrobu. Potem przynieś pierze z poduszki Ross'a, twoje zużyte skarpetki i banana. - po piętnastu minutach Riker przyniósł wszystko o co prosił go brat. Ross został przywiązany do krzesła i mimo jego szamotania się przyozdobiono go. Wpierw Rocky wysmarował mu twarz smalcem, potem przykleja do niej pierz. Następnie rozgniótl banana i wtarł w bujną grzywę Blondaska i na końcu wziął skarpetkę Rik'a rozciął ją wzdłuż i wykorzystał jako szalik dla Ross'iaka. Po skończonym dziele zrobił zdjęcie i wysłał do Rik'a Laury, Van, Rydel, Ell'a i rodziców Marano. Delly po przetrwaniu pół godzinnego ataku śmiechu odwiązała brata. Po chwili na dół zszedł Rocky. Dostał SMS-a od taty Marano;

Kimkolwiek jesteś, wiedz, że cię lubię. :3

Zadzwonił dzwonek. Rocky pobiegł otworzyć. W drzwiach stała Marie.
- Rocky... Ja. Ja... Jestem w ciąży.. - powiedziała na jednym tchu.
- Żżże.. Coo???

środa, 26 listopada 2014

Rozdział 13

TY TO DOPIERO JESTEŚ SKOŃCZONYM IDIOTĄ..

- Lynch! Dlaczego gwałcisz moją córkę do cholery?! - zaczęła krzyczeć matka Van. - A ja już myślałam, że cię polubię... Miałam już cień nadziei, który narastał. Ale teraz ty grzybie wszystko zniszczyłeś. Wypierdalaj!
- Ależ proszę panią... - zaczął się tłumaczyć Rik. - To był...
- Kochani jestem! - cała trójka usłyszała głos taty Marano.
- Teraz to się doigrałeś... - mruknęła złowieszczo i wyszła. Rik w ułamku sekundy znalazł się przy balkonie. Znalazł się na barierce. Miał zamiar zejść po szybciej podstawionej drabinie, ale ku jego rozpaczy drabina przewróciła sie i plackiem spoczywała na ziemi. Blondyn cicho przeklął.
- Van, kupiłem ci... - do pokoju wszedł tata Marano. Spojrzał na Rik'a, a tabletki wypadły mu z rąk. - Ty, ty... Ty... Wredny, tchórzliwy, cuchnący.... Ty... Gadzie Niemyty... Ty pomyłko filozoficzna.... Ty Łosiu Pieprzony... ty błaźnie pospolity... Niewdzięczniku... Małpolludzie... Żałosna imitacjo człowieka...
- Em, może pan już skończyć mnie obrażać i przejdziemy do sceny z grabiami? Ta barierka trochę mnie uwiera... - przerwał Rik.
- Nie przerywaj  mi gówniarzu! Ty Cepie... ty klaunie... Ty idioto kompletny... Grzybie marynowany! Robaku przegnity.... ty... skończyły mi się pomysły... - powiedział i podbiegł do Rik'a. Siłą ściągnął go z barierki. Blondyn wyrywał się, ale to niestetty nic nie dało. Pan Marano przygwoździł go do ściany.
- A teraz... - zaczął. - Przywitaj się proszę Lynch'u drogi z moją przyjaciółką Gieńką. - powiedział i pokazał mu prawą pięsć. - ... i przyjacielem Zdzichem... - dokończył ukazując lewą pieść.
- Chwileczkę! - przerwała Van. - Tato, czy to nie była Gieńcia i Władek?
- Co?? Ależ nie, no gdzie no Vanka... - powiedział obracając się do córki. - A teraz pozwól, że wróce do mojej ulubionej czynności... - odwrócił sie z powrotem do Riker'a... Ale go juz tam nie było. Korzystając z okazji, gdy oprawca zjmował się córką, osuwając się po ścianie, wyminął pana Marano i na czworaka dotarł do drzwi. Wstał i otworzył je na oścież. Zdumiony ojciec Van spojrzał na blondyna.
- A teraz moi drodzy... Zapamiętajcie ten dzień, kiedy prawie udało wam się schwytać Sexownego Kapitana Riker'a Lyncha! - zawołał i zniknął.Vanessa uśmiechnęła się do siebie.
- Muszę sobie sprawić podręczny toporek... - mruknał pan Marano i wyszedł z pokoju.

♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪

Pan Kapitan Sexowny dotarł do domu.
- No siema ludzie! - zawołal od progu. - Tak, tak to ja... Kapitan Sexowny Riker Lynch.. Nie, nie dzisiaj nie musicie mi bić pokłonów. Mam dobry humor i nikogo nie zlinczuje! - bełkotał na cały dom. Dotarł do kuchni.
- Hej ptaszki! - uśmiechnął sie widząc Rydel i Ell'a rozmawiających w najlepsze. - Gdzie Ross?
- Na górze z Laurą. - odpowiedział Ell. Oboje popatrzyli na blondyna, jakby na coś czekając.
- Co? - zapytał Rik.
- Gówno... Spierdalaj na górę... Ross cię wołał! - powiedziała Ryd.
- Ale ja nic nie słysz.... Aaaaa spk. - mrugnął do blondynki, a ta tylko się uśmiechnęła.
- Myślałem, że już nigdy sobie nie pójdzie... - odpowiedział cicho Ell.
- A chciałeś, żeby sobie poszedł? - zapytała Delly.
- Ehm.. No ten, bo ja.... - zaczął kłopotliwie się uśmiechać i świdrować oczami po całym pomieszczeniu. Rydel nie mogła doczekać się jego odpowiedzi. Czuła motylki w brzuchu.. Sekundę.. Motylki? Przecież motylki czujesz zazwyczaj, gdy całujesz ukochanego.. A tu prosze.. Najwyraźniej zakochała się na zabój, a każde słowo Ellingtona, związane z ich bliskoscią, wywołuje owady...
- E ja... Bałem sie, że będzie chciał wypić moją kawę.. - odpowiedział w końcu.
- Aha. - Rydel odrobinkę posmutniała.
- Hej? Coś nie tak? - zapytał brunet.
- Wszystko w najlepszym porządku... - wyszeptała i spojrzała w jego piękne, duże, śmiejące się paczałki. Trwali tak, spoglądając na siebie. Byli corasz to bliżej. Ich oddechy mieszały się. Stykali się nosami. Oczy Ellingtona tonęły w czekoadowej otchłani oczu Delly. Wreszcie..................................................................................................................................................................................................................................................................................................
Brunet musnął leciutko wargi Delly, a ta natychmiast się uśmiechnęła. Ellington, widząc jej zadowolenie, znów to zrobił, ale tym razem śmielej. Było tak idealnie... Przerwał im telefon Ell'a.
- Czego Cholerniku? - wykrzyczał do słuchawki. - Ooo cześć ciociu... Co ja? Żle sie odzywam? Gdzie tam... Myślałem, że to ktoś inny.. Bo... Aha... - włożył telefon do kieszeni.
- Co jest? - zapytała zarumieniona Delly.
- Moja ciocia dzwoniła z telefonu kuzyna, powiedziałem, co powiedziałem.. Ciocia zadzwoni do matki i będę miał kazanie na temat złych słówek.. -powiedział z ironią.
- Mam się czuć winna? - zapytała cicho blondynka.
- Ty? Ty nigdy nie jesteś winna... - odpowiedział i zblizył się do niej, z zamiarem wznowienia pocałunku. Usłyszeli kroki na schodach. Blondynka spojrzała na niego pytająco.
- A w dupie to mam! - powiedział i wpił się w usta Delly.
- EJ to mój tekst. - przypomniała Laura, wchodząc do kuchni razem z Ross'em.
- No pewnie... - zaczął Blondasek. - Wy się całujecie, a nadal nie wiemy jak Rocky'ego ściągnąć do domu. - Rydel szybko odepchnęła Ell'a.
- Masz racje.. - odpowiedziała. - Trzeba zająć się Rocky'm. Przepraszam Ell...
- Co? Za co ty... - zaczął, ale nie skończył. Znów zadzwonił jego telefon. - Tak?
- Ellingtonie! Natychmiast do domu! - usłyszeli krzyk jakieś kobiety.
- Zaraz będę.. - powiedział i rozłączył się. - Muszę już iść. Delly.. Pogadamy jutro.
- Odprowadzę cię.. - zaproponował Ross. Oboje wyszli. Rydel zaczęła walić głową o kuchenny blat.
- Co się z tobą dzieje Delly? - zapytała zszokowana Laura.
- A to że jestem potworem rozumiesz? Zamiast myśleć o tym jak ściągnąć brata do domu, rzucam się w ramiona facetowi, który częściowo miał winę w wyprowadzce Rocky'ego..
- I?
- I? Nie rozumiesz? A co jeśli Ell jest tylko pocieszeniem, po Rocky'm. Jeśli całowałam się z Ell'em, dlatego aby czuć się znów potrzebną.. Może po prostu chciałam zamurować pustkę po bracie, a Ell od początku był tylko i wyłącznie moim zauroczeniem..
- Coś nie sadze.. - odpowiedziała Lau.
- Muszę to przemyśleć.. - blondynka udała się do swojego pokoju, a Laura poszła do domu.

♦Rozmowa Ell'a i Ross'a♦
- I co tam? - zapytał Blondasek.
- Nic, a co ma być?
- Migdaliłeś się z moją siostrą, pamiętasz?
- Co?? A to.. Tak, tak. Ale nie wiem czy to nie był błąd..
- Że kurna co? - wykrzyknął Ross.
- Ona... Wydawało mi się, że ona się waha. No i potem jeszcze wspomniałeś o Rocky'm. Myślę, że ona potrzebuje teraz przede wszystkim wsparcia braci. - Ross spojrzał na niego jak na idiotę.
- Ty to dopiero jesteś skończonym idiotą.. - powiedział i oddalił się.
- Co? - zapytał Ell sam siebie. Wzruszył ramionami i poszedł do domu.

♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♪♪

Rydel siedziała na łóżku i skubała stokrotkę wyliczając:
- Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha... - właśnie.. - myślała. Czy on kocha, czy ja kocham? A może to tylko młodzieńczy wybryk..

Rozdział w końcu skończony :D Pozwoliłam sobie wykorzystać pomysł Lovely Rosser : Lynch! Dlaczego gwałcisz moją córkę do cholery?!. Za podsunięcie wersu serdecznie dziękuje :*