sobota, 8 listopada 2014

ROZDZIAŁ VIII

>Obaj wpadliście do kibelka?<

-Nie... Nie!- stanowczo sprzeciwił się Ell.- Żadnej karetki!
-Ale przecież lekarz musi zobaczyć twoje rany. .- odparła Rydel.
-Nie..  Nie trzeba.- brunet leciutko się uśmiechnął.- Delly proszę..- blondynka kiwnęła głową i odwzajemniała uśmiech.
 Rocky i Ross pomogli przejść Ell'owi do salonu.
-Riker! Przestań obżerać się lodami i przynieś miskę z letnią wodą, ręcznik i kostki lodu!- wrzasnęła Rydel.
-Mhmm..- po chwili Rik zjawił się w salonie.
-O cholera...- zaczął.- Jechała cysterna z ketchupem?
-Zamknij się i dawaj to!- wrzasnęła blondynka.
-Spoko..- odparł Rik.- Ty też masz okres?
-Módl się, żebyś ty nie miał!
-Czyli jednak..- Rydel otarła podbródek Ell'a. Na szczęście wszystkie zęby były na swoim miejscu.
-Van?- zagadnął Rik.
-Co?
-Pozwól do kuchni. Mam sprawę..- oczy wszystkich były wpatrzone w Ness, która powoli zaczęła iść w stronę kuchni. Zatrzymała się dopiero przy stole. Odwróciła  się do Rik'a opierając się o stół.
-To o c...- dziewczyna nie dokończyła. Poczuła na swoich ustach miękkie, ciepłe wargi Riker'a. Nie dawały jabłkiem.. No może trochę. Po jej ciele rozlała się fala gorąca.. Było jej tak błogo i spokojnie.. Czuła się bezpiecznie, tak jak nigdy w życiu. Nie broniła się, nie wyrywała. Riker objął ją w tali. Ona położyła swoje ręce na jego szyi. Po tym pierwszym, namiętnym pocałunku były inne, porywcze.. W końcu oderwali się od siebie.
-To obietnica spełniona..- powiedziała cichutko dziewczyna.
-A spełnisz moja prośbę?
-Zależy jaką..
-Pocałuj mnie...- Ness spełniła prośbę.
-Czekaj..- przerwał jej Rik.
-O co chodzi?
-Ross, Rocky..
-Co Ross i Rocky?
-Ross i Rocky mają wpierdziel!- krzyknął po czym wybiegł z kuchni goniąc swoich braci.- Już ja wam dam! Nie wiecie, że nie ładnie podsłuchiwać?? -Tymczasem Ness wróciła do salonu. Wszyscy patrzyli na nią jak na wariatkę.
-No co?- zapytała.
-A Ness się zakochała! A Ness się zakochała!- zaczęła Lau.
-Aleś ty spostrzegawcza..- odpowiedziała siostra. Nagle usłyszeli plusk wody? Taa zdecydowanie duuży plusk...
-Co wy tam wyprawiacie krasnale?- wrzasnęła Delly. Nikt nie odpowiedział. Do domu wtargnął Ross, a za nim Rocky. Obaj cali mokrzy.
-Hmm niech zgadnę...- zaczął Ell.- Obaj wpadliście do kibelka?
-Taaaa- mruknął Rocky.- Rik nam pomógł... Ide się przebrać.
-Czekaj ja też idę!- zawołał za nim Ross.Bracia pobiegli na górę. Po dwóch minutach przyszedł uśmiechnięty Riker.
-Trzeba zdezynfekować basen.- powiedział jeszcze bardziej szczerząc zęby.- Zalęgło się w nim jakieś robactwo... Strasznie owłosione..
-Ahaa... właśnie poszło na górę...- odpowiedziała Van.
-To na czym skończyliśmy Ness?
-Ej! Przestańcie się miętosić i przynieście ktoś szklankę wody dla Ell'a!- zażądała Delly. Rik podreptał do kuchni i po chwili wrócił z wodą. Przyszli też Ross i Rocky. Zapadła niezręczna cisza. Lau wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z Van.
-Blondasku chodź na górę. Pogadamy..- zaczęła brunetka. Raura poszła na górę. Ross zamknął drzwi i wpił się w usta Laury.
-Ej skarbuś zwolnij! Oddychać nie można..- sprzeciwiła się Lau.
-Trudno się mówi...- uśmiechnął się Ross.- To..  Co robimy?

I tu klamka zapadła.. Nie mam żadnych pomysłów co będzie dalej.. Macie może jakąś koncepcje czy coś? Chętnie posłucham ;) a tak serio to wątpiłam, że zdąże z rozdziałem na czas. A jednak. Wieczorny przypływ pomysłu. Miejmy nadzieje że we wtorek też się zjawi..

poniedziałek, 3 listopada 2014

ROZDZIAŁ VII

>Co mu zrobiłeś ty popierdoleńcu?!<

-Wy macie za zadanie ściągnąć tu Ratliffa w odpowiednim momencie. Tak żeby słyszał odpowiedni urywek tej "rozmowy". Jasne?- zapytała Lau.
-Tak.. - mruknął Ross.-To takie trudne, że na pewno się nie połapiemy.. Czujesz ironię piękna? Jestem głodny..
-Tak, tak wiemy..- odpowiedziała Rydel.- Idziesz jeść kanapkę.- Ross uśmiechnął się i wyszedł.
-No więc...- powiedział Riker.- Van, kiedy wywiążesz się ze swojej części umowy??
-Za lat 500 100 900! Wypierdalaj z pokoju, póki jeszcze cie przez balkon nie wywaliłam!- wrzasneła dziewczyna. Riker w pośpiechu wyszedł z pokoju. Szepnął tylko przez drzwi.
-Czyli jak ja się wywiąże tak?? Dobra dzięki!- odszedł szczęśliwy.

♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥
Dzień później
♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥

-Rydel wstawaj!- krzyczała Van.
-Hmmm cooooo?- zapytała zaspana blondynka.
-Jajco wiesz? Wstawaj leniu jest 8:00. Musimy cię odpowiednio przygotować, chłopaki przyprowadzą Ell'a o 11:00.
-O matko!- krzyknęła Delly.-Mało czasu. Już wstaje..- blondynka wstała i pobiegła się ubrać. Po chwili była gotowa. Wróciła do pokoju.
-Dobra, wsuwaj śniadanie.- rozkazała Laura.-Musimy wszystko przećwiczyć.

♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪
Godzina 10:54 w domu Lynch'ów wielkie zamieszanie.
♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪

-Rocky!- krzyczała Laura.- Nie obchodzi mnie gdzie wtedy będziesz! Schowaj się w piwnicy, w szafie, zamknij w pokoju, podtop się w kiblu! Po prostu nie wydawaj z siebie żadnych odgłosów!!- brunetka wydzierała się na całe gardło.
-Ok..- odparł spokojnie brunet.- Emm... Ross! Ogarnij swoją dziewczynę! Okres chyba ma..- widząc spojrzenie Lau, pobiegł zakluczyć się w łazience.
-Już się przyzwyczaiłem..- odparł Ross.
-Wszyscy się zamknąć!- krzyknęła znów Laura.- Blondasie  otwierasz Ell'owi drzwi, Rik kuchnia! Przyrządzasz deser, Delly kanapa! Van siadasz obok niej. Ja biorę fotel. A biada jak ktoś mi coś spierdzieli to nie daruje!- nikt nie śmiał się już odezwać. Zabrzmiał dzwonek. Ross pobiegł otworzyć.
-Siemka!- przywitał się Blondasek.
-Hej.
-Wchodź.
-Ale nie rozumiesz Delly? On nie jest ciebie wart!- usłyszeli głos Laury
-Ale ja go kocham...
-Nick wyjeżdża. Podjął taką decyzję. I nic tego nie zmieni..
-Delly! Wokół jest mnóstwo świetnych facetów.. Zobaczysz że znajdziesz sobie kogoś, kto na ciebie zasługuje...- dołączyła Van.
-Idę do siebie.- powiedziała blondynka.
-Cześć Delly!- przywitał się Ell.
-Hej..- Rydel uśmiechnęła się leciutko i pobiegła na górę.
-Van idziemy.- rozkazała Laura.- Ooo cześć Ellington! Słuchaj, może ty idź porozmawiaj z Delly. Ona nikogo nie chce słuchać...
-I niby mnie miałaby posłuchać? Ej, sekundę! Ale niby o czym mam z nią porozmawiać?
-O tym, że ten Nick to kompletny idiota, który nie jest jej wart i jutro wyjeżdża!
-Ej, Ross!- wykrzyknął Ell.
-Co?
-On skrzywdził twoją siostrę! Idziemy dać mu w mordę czy nie?
-No cóż...
-To chodź!
-Co? Nie stójcie!- krzyknęła za nimi Lau. Za późno brunet pociągnął za sobą Ross'a i migiem znaleźli się w domu Nick'a. (Nick to sąsiad Lynch'ów)
-Nick!!!- Ell zaczął wołać od progu. Zdenerwowane Marano dobiegły do chłopaków.
-Ellington..- zaczęła zadyszana Laura.
-Ty... Nie rób tego...- dokończyła za nią równie zmachana Van.
-Nie...- odpowiedział Ell z uśmiechem.- Ross to zrobi. Ja tylko z przyjemnością popatrzę. Ewentualnie mu powinszuję.
-Ale...- w tej chwili drzwi otworzył Nick.
-Cześć... Co tam u was?- zapytał.
-Ross... Czyń honory proszsz..- poprosił Ell.
-Nie mogę..- odpowiedział blondyn.
-Ale ja mogę.- Ratliff miał zamiar uderzyć Nick'a w nos. Szczerze mówiąc to był błąd. Nick od 14 roku życia trenował karate. Może i nie wyglądał na mięśniaka, ale był zwinny, szybki. Momentalnie chwycił rękę Ratliff'a i ją wykręcił. Brunet wrzasnął. Próbował kopnąć Nick'a, ale ten obezwładnił go waląc pięścią w szczękę.
-Co to za krzyki?!- z domu wybiegła Rydel. Widząc krew natychmiast podbiegła  do pozostałych.
-Ell?- popatrzyła na zakrwawionego bruneta. Potem na Ross'a. Blondasek wskazał palcem na Nick'a.
-Ty pierdolony idioto!- krzyknęła.- Co ty mu zrobiłeś popierdoleńcu??- rzuciła się z pięściami na Nick'a. Ross ją odciągnął.
-Szajbusy..opowiedział Nick i wrócił do domu, zamykając za sobą drzwi.
-Ketchup!- zawołał Rocky, który przed sekunda dołączył do rodziny.
-Ugh! A miałam nadzieje, że jednak podtopił się w tym kiblu..- wymamrotała Laura.
-Koniec zabawy. Dzwońcie po karetkę!- rozkazał Ross.

Nie zabijajcie mnie! Tak tak wiem.. Mówiłam, że rozdziały będą we wtorki i soboty. Ale tak se teraz skalkulowałam i doszłam do wniosku, że we wtorki kończe lekcje o 16:10 w domu jestem ok.17:00, obiad, lekcje, ogarnięcie się itp. Także przepraszam bardzo za to moje niezdecydowanie, ale rozdziały będą w środy i soboty.  A ten wyjątek jest w poniedziałek, bo obiecałam na jutro, jutro pewnie nie bede miała czasu nawet wejść na kompa więc ten..A ty kochana ALU bez patelni i toporka! I do soboty. ( potraktujcie dzisiejszy poniedziałek jako środę..)

piątek, 31 października 2014

ROZDZIAŁ VI

>Ty idioto! Ty kret... Czekaj, co?<
-...poznajcie moją kuzynkę Kate.- Ell uśmiechnął się do przyjaciółek.
-Ty idioto! Ty kret... Czekaj co?-zaczęła Van.
-To moja kuzynka Kate...- powtórzył Ell.
-K... K...- próbowała powiedzieć Ness.
-Ku-zyn-ka.-pomógł jej Ross.
-Kuzynka..-Ness była zszokowana.-To jego kuzynka Lau... Kuzynka..
-Tak Van. Kuzynka...- odpowiedziała Laura powoli.
-Vanessa dobrze się czujesz?- upewnił się Riker.
-Znakomicie...- wycedziła Van i opadła na krzesło.
-Coś chyba wpadłam nie w porę...- zaczęła Kate.
-Nie, nie.- zatrzymała ją uśmiechnięta Rydel.- Usiądź proszę.
-To ja pójdę po coś do picia.- zaproponował Rocky.- Kate pójdziesz ze mną?
-Chętnie.- odpowiedział rudzielec.
-To ja pójdę z wami...- zaoferował się Riker. Cała trójka wyszła.
-Lau kupimy sobie frytki?- zapytał Ross.
-Jasne Blondasku.- Raura także wyszła. Rydel i Ell zostali sami.
-Nie wiedziałam, że ktoś w twojej rodzinie jest rudy.- zaczęła blondynka.
-Bo nie jest.- odparł Ratliff.- Kate została adoptowana przez moją ciocię, kiedy miała 10 lat. Mimo, że nie jesteśmy krewnymi, traktuje ją jak młodszą siostrę...
-Nigdy mi o tym nie mówiłeś.
-Bo nie pytałaś..
-Hm no tak.- wszedł lekarz.
-Za 2 godziny może pani opuścić szpital.
-Dziękuje.- odparła Rydel.

♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥


-Jejuś.. Riker postaw mnie! To tylko małe rozcięcie...- narzekała Rydel. Starszy brat niósł ją ze szpitala do auta i znów z auta do domu. Blondynce się to nie podobało.

-A co jeśli natrafisz na skórkę od banana?- zapytał Rocky.
-Hahaha...- odparła Rydel.-Nie śmieszne Rocky.
-Wiem...- odrzekł brunet i poszedł do kuchni. Trzy przyjaciółki zostały same w salonie.
-Kuzynka... Dociera to do was?- zapytała Van.- Kuzynka...
-Ale z nas idiotki.- podsumowała Laura.- Będę musiała przeprosić Ross'iaka...
-Ross'iaka? To innej ksywy już nie było?- zapytała zażenowana Ness.
-Daj spokój... Ciekawa jestem jak ty będziesz się zwracała do Rikera..- uśmiechnęła się brunetka.
-Ojj Laurunia.. Masz 3sekundy na ucieczkę.. Raz... Trzy!- Ness rzuciła się w pogoń z Lau.
-Ross spieprzaj z drogi!- wołała Laura do stojącego w przejściu Ross'iaka.
-Ciekawe te przeprosiny..- mruknął Blondasek i usunął się z drogi. Pogoń skończyła się zwycięstwem Lau. Van zrezygnowała po 5 minutach. Dziewczyny siedziały teraz w pokoju Delly.
-Czyli pora na punkt numer 3.- zaczęła Van.-  Lau idź po Blondaska i Rocky'ego.
-Co? Nie!! Po Riker'a. Rocky wszystko wygada.- odpowiedziała brunetka i poszła po chłopaków. Po chwili zjawiła się cała trójka.
-No o co chodzi?- zapytał Ross oczywiście z kanapką w buzi.
-Przydacie się w końcu na coś.- wyjaśniła Ness.
-Hmm a co  my z tego będziemy  mieli?- zapytał podejrzliwie Riker.
-Dostaniesz całusa od Van.- powiedziała Laura za nim ktokolwiek  zdołał ją powstrzymać. 
-Zgoda!- wykrzyknął Rik. Van posłała zabijające spojrzenie do Lau. Ona tylko wzruszyła ramionami i się usmiechneła..
-A co ja będę z tego miał?- spytał Ross.
-Ty łosiu dostaniesz dwa buziaki.- odparła Lau.
-Miło się z wami robi interesy...-Blondasek odwzajemnił uśmiech.
-Słuchajcie uważnie.- zapowiedziała Lau. (Van nie miała ochoty się już odzywać. Za bardzo była zajęta obrzydzaniem się jabłkowymi ustami Riker'a. Chociaż... Może nie będzie tak źle? Może będzie całkiem przyjemnie..)

♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥♪♥

Przepraszam że znów wyszedł taki krótki. I tu zwracam się do Ali Nie gon mnie z patelnią! Wena mnie opuściła. A rozdział wstawiam dziś bo jutro Wszystkich Świętych i goście i groby itd. Także nie przyzwyczajajcie się. Rozdział wyjątkowo w piątek...No i ten.. Zapomniałam co chciałam. Trudno się mówi. Do napisania :3 mam nadzieje, że rozdział da się czytać..

środa, 29 października 2014

Notka

Tak żebyście wiedziały. Postanowiłam, że rozdziały będą się pojawiać we wtorki i soboty. To tyle :)

wtorek, 28 października 2014

ROZDZIAŁ V

>Ojj Rikusiu<
Riker wyrwał się ze snu. Miał w sercu dziwny niepokój.
-Delly? Delly!- zerwał się z łóżka i pobiegł do pokoju siostry. Niestety tam jej nie było. Zaczął schodzić na dół i omal  nie potknął się o własną siostrę, która nieprzytomna leżała na schodach. Z głowy leciała jej krew.
-Ross! Rocky! Karetka! Już! Delly? Delly...- do Riker'a przybiegli zaspani bracia.
-Jaka skarpetka?- zapytał zdezorientowany Rocky. Wtedy zauważył bezwładną, zakrwawioną Rydel. Nic nie trzeba było mówić. Pobiegł zadzwonić po karetkę. Tymczasem Ross pomógł Riker'owi zanieść Rydel na kanapę.
-Jak to się stało?- zaczął Ross.
-Przebudziłem się i chciałem zobaczyć co u Delly. W pokoju jej nie było, zacząłem schodzić na dół i wtedy prawie potknąłem się o jej ciało...- z góry zbiegł Rocky.
-Karetka już jedzie. Będą za niecałe 10 minut.
-Ross przynieść czysty ręcznik i miskę z wodą. Trzeba jakoś obmyć tą zaschłą krew.- rozkazał Riker. Blondasek posłuchał brata. 5 minut później przyjechała karetka. Zabrali Delly do szpitala. Bracia pojechali z siostrą. W karetce Ross zadzwonił do Laury:
-Posłuchaj...- zaczęła zaspana Laura.- Po pierwsze nie mam ochoty z tobą rozmawiać po tym co zrobiłeś siostrze. Po drugie jest środek nocy. I w końcu po trzecie: Czego ty kompletny idioto chcesz ode mnie, wiedząc o tym jak bardzo jestem na ciebie wściekła?!
-Jestem w drodze do szpitala.. Razem z Rydel.
-To kiepski żart Riker'a?
-Nie tym razem. Rik znalazł Rydel zakrwawiona na schodach. Jesteśmy z nią w karetce. Jedziemy do szpitala na Walt Street.
-Zaraz tam będziemy.- odpowiedziała Lau i rozłączyła się. Lynch'owie dotarli do szpitala, gdzie lekarze zajęli się Delly. Po 5 minutach dołączyły do nich siostry Marano. 
-Co się dzieje? Co z nią?- wydyszała Van.
-Chyba uderzyła się głową o schody i straciła przytomność.- wyjaśnił Rocky. Po 15 minutach przyszedł lekarz.
-Co z Rydel?- zapytał zaniepokojony Riker.
-Spokojnie, to nic groźnego. Panna Lynch upadła i rozcięła sobie niewielką część skóry głowy. Nieprzytomność to skutek wycieńczenia. Rydel nie jadła nic przez 24 godziny i dla tego zemdlała. Jest już przytomna. Możecie do niej wejść .
-Dziękuje.- powiedział Ross i razem z resztą poszedł do sali Delly. Pierwszy szedł Riker.
-Riker ty kretynie..- powiedziała Delly lekko się uśmiechając.- Skończ z tymi jabłkami albo wyrzucaj ogryzki tam gdzie powinieneś..
-Emm co?- blondyn był wyraźnie zdziwiony.
-Nie zauważyłam ogryzki od jabłka. To przez nią się przewróciłam...
-Oh Rydel... Tak strasznie cie przepraszam. Naprawdę.. Nie wiem jak to się mogło stać. I to przeze mnie tu leżysz..
- Nie przez ciebie. No może trochę. Ale to wina ogryzki i tego, że jestem tak niezdrana.- teraz Rydel uśmiechała się od ucha do ucha. 
-Nie gniewasz się?
-Nie braciszku.- mrugneła do niego, a on się tylko uśmiechnął. Drzwi otworzyły się i wparował Ell.
-Delly! Co z tobą?- zapytał przerażony.
-Żyję..- odparła  chłodni blondynka. W tej chwili na salę weszła ruda dziewczyna o smukłej sylwetce, nieskazitelnej cerze i brązowych oczach. 
-Cześć.- przywitała się.
-Co ona tu robi?- wysyczała Van do Laury.
-Póki co stoi.- odparła brunetka.
-Zaraz tak jej poprawie tą piękną buźkę,  że nawet chirurg nie pomoże.- zagroziła Ness. Siostra przytrzymała ją ręką.
-Rydel, Ness, Lau poznajcie moją...

Kim jest owa Kate dla Ell'a? Tego dowiecie się w następnym rozdziale. Pragnę wspomnieć, że po tym wydarzeniu. Riker raz na zawsze odstawia jabłka. Natomiast Rocky odkrył w nich swoją prawdziwą pasję..



poniedziałek, 27 października 2014

ROZDZIAŁ IV

>To tylko ogryzek...<
-Jest ci bliska???- dopytywał się Ross.
-No odpowiedz!-krzyknął Rocky.
-Ej spokojnie. O co wam chodzi?- Ell był wyraźnie zdziwiony zachowaniem przyjaciół.
-Pytam się czy jest ci bliska!- wrzasnął Ross.
-No tak...-zaczął Ell.
-Przepraszam. Muszę do łazienki...-szepneła Rydel i pobiegła do pokoju czystości.
-Delly stój!- zawołała za nią Laura i pobiegła za blondyną.
-Idiota..- powiedziała na głos Van i dołączyła do dziewczyn. Rydel siedziała na pralce i płakała. Laura ją uspokajała;
-Delly spokojnie.. Może...
-Co może?- załkała Rydel.- Jaka ja byłam głupia.. On zna tyle fajnych dziewczyn, dlaczego akurat ja miałabym mu się spodobać. Żałosne..
-Wypluj to! Opanuj się!- zaczeła Van.- Skoro jest takim idiotą to pokażemy mu co stracił! Jesteś silną, niezależną dziewczyną! Pokaż mu jaka z ciebie super laska Dells!!
-Masz racje..- powiedziała po chwili Rydel. Dziewczyny pomogły jej zmyć rozmazany makijaż. Po 10 minutach wszystkie trzy wróciły do pokoju. O dziwo wszyscy w piwnicy wesoło się śmiali. Rydel nawet nie spojrzała na Ell'a.
-Dziewczyny chcemy dziś wyskoczyć całą paczką do kina. Skusicie się?- zapytał Ross.
-Ja nie mogę.- odpowiedziała szybko Delly.- Wychodzę z... z Nick'iem.
-Ahaa.- Ratliff spojrzał na Delly, ale nic nie powiedział.
-Lau? Van?
-Cóż.. My...-zaczęła Van.
-Nie mamy ochoty nigdzie wychodzić.- dokończyła Laura.- Zróbcie sobie męski wypad...
-Znaczy tak nie do końca.- odparł Ratliff.- Kate chciałaby was poznać...
-Trudno..- wysyczała Vanessa.
-Może następnym razem.- powiedziała Delly i posłała w kierunku Ellington'a  wymuszony uśmiech. Miała złamane serce, ale na szczęście skutecznie to ukrywała. Przyjaciółki poszły do pokoju Rydel. Blondynka położyła się na łóżku i wtuliła w misia.
-To co będziesz robił wieczorem?- zapytała Van.
-Pokonam rekord zasmarkania chusteczek, ustanowiony przez Rocky'ego...- odparła blondynka.
-To my ci pomożemy..-zaofiarowała się Laura.
-Trzeba pójść je kupić. Dziś leciała jego ulubiona telenowela.
-Nie martw się. Ross ma całą szufladę chusteczek..- pocieszyła ją przyjaciółka.
-On też?
-Mhmm.
-No to co?- zapytała Ness.- Romans czy komedia?
-Horror..- poprosiła Delly.
-Ok..- przez 5 i pół godziny przyjaciółki wpatrywały się w telewizor. Tylko krew i nic więcej.
-To takie proste.. Taki cielesny ból i już nigdy więcej żadnego złamanego serca.. Żadnej tęsknoty za ukochanym. Zazdrości..- zaczęła Rydel. Siostry spojrzały na nią.
-Co ty wygadujesz?!- krzyknęła Laura.
-To prosta teoria podcięcia sobie żył..
-Przestań! Nawet nie myśl o czymś takim, bo ci nogi z tyłka powyrywam!- zagroziła Van.
-Dobra, sorry...- powiedziała Delly. Dalej to samo. Krew, krzyk, krew, krzyk... I tak czas zleciał do 22:00.
-Dells.. Zostać u ciebie na noc?- zapytała zatroskana Ness.
-Nie... Pewnie i tak nie zasnę..- odpowiedziała blondynka.
-Jesteś pewna?
-Tak. Jedźcie już. Do zobaczenia jutro..- Siostry zbiegły na dół. Chłopcy akurat wrócili. Na szczęście bez Ratliffa. Dziewczyny przywitały ich nienawistnym spojrzeniem.
- Hej.. Co jest?- zapytał Ross.
-Jeszcze się pytasz Blondasie?- powiedziała wkurzona Ness.- Zdradziliście ją! Zdradziliście swoją siostrę!- Marano wybiegły z domu i skierowały się w stronę samochodu.
- Co? Nie!- krzyknął za nimi Rocky.
-Czekajcie! To nie tak!- wrzasnął Riker.
-Laura!- zawołał za dziewczynami Ross. Za późno. Lau i Van już pojechały.
-Trzeba im wszystko wytłumaczyć.. -zaczął Ross.
-Rydel już pewnie śpi. Powiemy jej o wszystkim jutro.- zaproponował Riker. Bracia poszli już spać. Ale Rydel nie mogła zasnąć. Myślała o nim.. Zachciało jej się pić zaczęła schodzić na dół. Na schodach leżała  ogryzka od jabłka. Dziewczyna jej nie zauważyła i pośliznęła się.
-Riker ty kretynie..- to jej ostatnie słowa. Potem tylko ciemność..

Ta dam! A jednak się udało napisać ten rozdział dość szybko. :)

sobota, 25 października 2014

ROZDZIAŁ III

>Moja piżamka!<


Rydel wstała dziś o 9:00. Ellington miał przyjść dopiero o 12, więc miała jeszcze czas. Zeszła na dół w swojej sweetaśnej piżamce i położyła się przed telewizorem. Rocky akurat oglądał jakąś telenowelę i wyczerpał chyba cały zapas chusteczek.
-Rydel?
-Hmm?
-Masz chusteczkę?- spytał brunet.
-Idź do Riker'a. Szuflada ze skarpetkami, po prawej stronie leży cała paczka.- Rocky pobiegł po chusteczki. Tym czasem zabrzmiał dzwonek. Rydel myślała, że to dziewczyny, więc poszła otworzyć.
-Heeee... j Rydel...- przywitał ją trochę zaskoczony Ratliff.- Słodka piżamka...

-Ym.. dzięki...- odpowiedziała zaskoczona blondynka.- Zaraz wracam!- Rydel pobiegła do pokoju Ross'a.
-Ty! Totalny! Kretynie jeden!-  wrzasnęła.
-O co ci chodzi?- zapytał jeszcze zaspany blondyn.
-Czemu mi nie powiedziałeś, że Ratliff będzie szybciej?
-Aaaa, o to chodzi. Zapomniałem całkiem. A co jest już?
-Właśnie przyszedł. I zobaczył mnie w takim stanie!!- Ross zlustrował siostrę wzrokiem.
-Hmmm to źle?
-Mam rozczochrane włosy, różową piżamkę i wory pod oczami, to dobrze?- zapytała wściekła.
-No wiesz, jeśli idziesz na bal zombie to prezentujesz się doskonale.- Rydel sięgnęła po szklankę z sokiem malinowym, stojącą obok łóżka i wylała zawartość na brata.
-Ej!
-Odezwała się Miss California 2014!- powiedziała i pobiegła się przebrać.

Gotowa zeszła do piwnicy gdzie chłopcy przygotowywali się do próby. Ell podniósł wzrok z nad notesu, spojrzał na Rydel i się uśmiechnął. 
-Chyba jednak wolałem Hello Kitty.-dodał po chwili. Rydel tylko się uśmiechnęła  i zajęła swoje miejsce . 
-Ross skończyłeś się bawić tą gitarą?
-Co? AAA to.. Tak możemy grać.- Zaczęli grać. Po trzech piosenkach zabrzmiał dzwonek.
-Ja otworze!- Wyrwała się Delly i pobiegła otworzyć.-Lau! Van! On już jest...
-Co?- powiedziała zaniepokojona Ness.- Przecież jest 10:00 a on miał być dopiero o 12:00!!
-Ross mi nic nie powiedział, że Ell będzie szybciej..
-Ojj Blondasku!!!- krzyknęła Lau.
-Tak skarbie ty mój...- usłyszały stłumiony głos Ross'a. 
-Nie żyjesz!!!- dokończyła za nią Vanessa. 
-Nie ma teraz na to czasu.- zganiła ją Laura.- Pora na punkt numer 2. Luz i uśmiech.
-No dobrze Lau, ale ten twój Blondas i tak prędzej czy później wpadnie w moje ręce...- uśmiechnęła się Van złowrogo.
-Tylko oszczędź te jego cudowne włosy...- poprosiła Lau.
-Zastanowię się... 
-Chodźcie mamy akurat próbę.- Przyjaciółki zbiegły do piwnicy. Ross przytulił Laurę. 
- I tak masz przerąbane...-syknęła do niego Vanessa. Ross spojrzał błagalnie na Laurę, a ta tylko wzruszyła ramionami. Wznowili próbę. Laura i Vanessa zauważyły, że Ell co chwila spoglądał na Rydel, a ona na szczęście nic nie zauważała. To dobrze gdyby o tym wiedziała za pewne pomyliłaby jakieś nuty i wszystko by się sknociło. Akurat skończyli próbę i zadzwonił telefon Ell'a. 
-O cześć Kate! Nareszcie zadzwoniłaś...- powiedział do słuchawki i wyszedł z pokoju. Przez ten czas nikt nie odezwał się ani słowem. W końcu Ratliff wrócił, a Riker spytał:
-Co to za Kate? Twoja dziewczyna?- Delly spojrzała na chłopaka...